Druga strona

W 1975 roku miałam 13 lat. Zapisałam wtedy w swoim pamiętniku, co następuje:

Na polskim spytałam cicho Gośkę:
– Czy chciałabyś być niczym?
Gosia zamyśliła się całkiem poważnie.
– Nie – odpowiedziała w końcu.
– A dlaczego?
– To byłoby bardzo nudne.
– Nie myślałabyś przecież, byłabyś czasem.
– Nie mogę sobie tego wyobrazić.
A ja nie mogę nic na to poradzić…

Rozmyślania o niczym mocno mnie wtedy zajmowały. Z dumą zerwałam wszelkie swoje związki z kościołem.
Rok później zanotowałam wiersz bez tytułu. Bo pisałam wtedy wiersze, a nawet dwa czy trzy udało mi się wydrukować w jakimś harcerskim pisemku dla młodzieży. Byłam dość ponurą egzystencjalistką.

Już początek życia przerobiłam
programuję swoją przyszłość
na przyszłość
żeby umrzeć w odpowiednim
czasie

Zapisywałam dręczące mnie koszmary, czując, że są ważne, choć nie rozumiałam dlaczego. Znikąd pomocy. Nigdzie wiedzy na ten temat. Teraz je rozumiem i mogę powiedzieć, że druga strona usiłowała się ze mną skontaktować uporczywie i często. Odbierałam to niekiedy jako wizyty kogoś nierozpoznawalnego, czasem usiłującego mnie zahipnotyzować. Niewidzialna, ale wyczuwalna istota, mężczyzna, wchodziła drzwiami do mojego pokoju, podchodziła do łóżka, pochylała się i – na ogół zaraz wyskakiwałam siłą woli i przestrachu na jawę, do rana usiłując nie zasnąć i nie dać się wciągnąć w coś, co nie mieściło mi się w głowie. Albo odbierałam te wizyty jako demoniczne zakusy. Kilka razy była to jakby nadlatująca skądś kula, unosiła się chwilę nade mną, śpiącą lub usiłującą zasnąć, po czym przybierała ludzką formę. Zarejestrowałam kilka pierwszych przekazów informacji „stamtąd” w snach. Ha, czasem udawało się im ominąć moje ograniczenia!

koszmar

Notatka z 22 września 1985 roku

We śnie nastrój końca, wielkiej tragedii wiszącej w powietrzu nad całym światem, być może już się skończyła ostatnia wojna, ciemno, zimno. Śpię na jakiejś drewnianej pryczy pod cienkim kocem, który wciąż zsuwa mi się z nóg. Obok mnie ktoś leży, nie wiem kto. Budzę się, wstaję, idę gdzieś i wiem, że cały świat, wręcz cały kosmos jest już skończony, życia zostało niewiele i nie na długo, i to jest wrażenie nie do opisania ponure i apokaliptyczne. Obok mnie idzie ten ktoś, kogo nie pamiętam, rozmawiamy. I nagle z naszej rozmowy wykwita ważna prawda. Dostaję bezpośredni przekaz, z umysłu do umysłu, bez słów.
Świat jest dwoisty. Prócz tego, na którym teraz przebywamy w fizycznych ciałach i skazanego na zagładę, istnieje jeszcze inny, źródło jego odbicia, świat niematerialny, rzucający cień. Dostać się do niego można jedynie przez śmierć. A więc śmierć nie jest wcale końcem, ale wielką przemianą! Umierając urodzę się do życia w innym wymiarze.
Nasz świat nie ma wiele wspólnego z tamtym światem poza tym, że zamieszkują go te same (takie same?) istoty, tyle, że w innych postaciach. Jedynym wspólnym i niezmiennym elementem obu jest ogromna biała gwiazda bytująca gdzieś w centrum wszechświata. Podobna do słońca. Ona jest taka sama (tym samym?) tu i tam, po jednej i po drugiej stronie.

Nie był to mój pierwszy trans we śnie. O innych napiszę osobno. Ale chyba pierwszy z rodzaju tych, w których energie płynące przez ciało wprowadzają świadomość na wysoki poziom, który nie jest podobny do tego, na którym prosperujemy na co dzień jako ludzie. Na tym poziomie informacje płyną z zewnątrz (tj. od różnych wysokich bytów) w przyspieszony i telepatyczny sposób. Świadomość nie jest ograniczona „ziemską” pamięcią i logiką, przyswaja wiedzę bezpośrednio, poza słowami, o wiele szybciej, niż można sobie na jawie wyobrazić i różnymi sposobami w jednym czasie. Na przykład śnisz wtedy i uczestniczysz w akcji owego snu jako postać, a jednocześnie odczuwasz podwyższone wibracje energii w ciele fizycznym i zdajesz sobie sprawę, że leżysz w pościeli i śnisz. Odbieranym informacjom towarzyszy czasem dźwięk (głos snu, lub głos informatora), a czasem osobny obraz ułatwiający zapamiętanie treści. W tym samym momencie przeżywasz również reakcje na owe treści, zdziwienie, strach, zaskoczenie, niedowierzanie…

Sam powyższy przekaz teraz wydaje się prościutki, był jednym z pierwszych, ale w tym czasie zdumiał mnie do głębi. I swoją formą zaistnienia, i treścią. Owa szczególna gwiazda pojawiła się później w wizjach rodem z Kroniki Akaszy, gdzie nosiła nazwę Solis.
Wtedy wciąż byłam jednak zdeklarowaną ateistką i zjawy senne traktowałam jak iluzje, owszem, często koszmarne, ale zawsze fantazje mózgowe, rodem z podświadomości fizycznego ciała…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s