Przejście przez śmierć

Wiele snów wizyjnych, które do mnie przychodziły (i jeszcze niekiedy z rzadka zaglądają) to całe opowieści, historie. Alegoryczne, stylizowane, inspirujące, fantastyczne, fabularne. Pełne barw, szczegółów, głosów, zmian planów akcji. Byłam w nich na ogół obserwatorem, czasem tylko podczepiając się pod różnych bohaterów. Którzy z całą pewnością nie byli mną, w czym szybko się orientowałam.  Bywało, że śniły mi się przez całą noc, a potem od rana czułam przemożną potrzebę ich zapisania. I robiłam to nieraz aż do nocy, ledwie znajdując chwilę na zaparzenie sobie kawy. Szybko doszłam do tego, że aby oddać ich treść i siłę muszę spróbować „przerobić je” na nowelę. Przeróbki polegały na tym, że wymyślałam bohaterom imiona i nazwiska, miejsca, wkładałam w ich usta słowa dialogów, choć i to nie zawsze, bo część z tych danych pochodziła ze snu.
Oto jedna z takich wyśnionych nowelek. Sen zawiera ważne przesłanie. I być może wskazówkę jak należy rozumieć ostatnie słowo, które pada z ust bohatera.
Proszę wybaczyć w razie czego – literackie niedociągnięcia. Treść jest oddana ściśle tak, jak przyszła we śnie.
Jeśliby zastosować do odczytu zasady topografii snu to mamy tu tak naprawdę zgromadzenie istot gdzieś na granicy 8/9. Przewodzi im Czarny, czyli Metatron, stwórca świata przejawionego. Szwajcarski instytut, jak CERN, to wir, a białe kafelki na ścianach sali mówią o kryształowym wirze w centrum nieprzejawienia. Pojawia się Atman, bóg ofiarnik Odyn, naddusza ludzkości, który oznajmia Czarnemu, że efekt tego przejawienia świata niekoniecznie będzie po myśli żyjących komfortowo bóstw. Toczy się pojedynek na wysokościach, który zamieni śmierć w życie, dając nieśmiertelną formę nowej świadomości.

Odin

Przejście przez śmierć

W chłodnym laboratoryjnym wnętrzu auli znanego szwajcarskiego instytutu naukowego widać było mężczyznę ubranego w elegancki czarny garnitur kupiony w jednym z najlepszych światowych domów mody. Stał milcząc w nieruchomej pozie na tle sterylnej, wyłożonej białymi płytkami ściany, odwrócony twarzą do publiczności z napięciem oczekującej na rozpoczęcie nagrania. Wypełnioną już widownię urządzono z wielu rzędów rozkładanych krzeseł ustawionych w dwóch sektorach. Stwarzało to żywy klimat naukowego odczytu w autentycznym pomieszczeniu.

Frank Nobfler był dziennikarzem prowadzącym od kilku lat popularny program telewizyjny. Po czterdziestce, wysoki, przystojny i doskonale ułożony reprezentował elitę światłej cywilizacji Zachodu pozbawioną wszelkich zabobonnych lęków przed poznaniem prawdy. W swoim znanym na świecie cyklu zajmował się przedstawianiem opinii publicznej najnowszych teorii i wynalazków nauki i techniki. Wraz z nimi zaś – ludzi, którzy coś nowego i ważnego odkryli i sformułowali, a co uznawano za wytyczające nowy kierunek rozwoju ludzkości. Bywali wśród nich laureaci nagrody Nobla, pracownicy wielkich i największych laboratoriów i koncernów, znani lekarze, fizycy, chemicy, matematycy oraz filozofowie i duchowni oceniający z etycznego punktu widzenia niektóre nowinki, zwłaszcza z dziedziny genetyki i biotechnologii. Nobfler miał zwyczaj zapraszać najzagorzalszych krytyków przedstawianych wynalazków, aby poprzez ostrą dyskusję toczoną na żywo, uświadomić widzom wszelkie możliwe argumenty za i przeciw przedstawianym kwestiom. Jego program miał wielką siłę opiniotwórczą. Liczył się z nią każdy, kto chciał cokolwiek znaczyć w omawianych dziedzinach.

Wtem skończyła się zapowiedź i dano oczekiwany znak. Ruszyły kamery przesyłając obraz z wnętrza sali drogą satelitarną na cały świat. Nobfler zaczął przedstawiać zaproszonych gości. Dzisiejszy program dotyczył tematu transhumanizmu, nieśmiertelności i przy okazji sztucznej inteligencji.

W tej samej chwili swoje miejsce na widowni zajmował pośpiesznie starszy mężczyzna. Wyglądał na bliskiego siedemdziesiątki. Zjawił się tutaj na podobnych zasadach, co każdy z zaproszonych przez Franka Nobflera widzów. W odpowiedzi na propozycję wystąpienia zadeklarował swoją wypowiedź przeciwko proponowanym zastosowaniom naukowych odkryć. Uzyskał na to zgodę prowadzącego i jego wypowiedź została przewidziana w programie. Niemało już o nim tu i ówdzie słyszano, a jego kontrowersyjne poglądy – przedstawiane w Internecie, prasie i literaturze pod pseudonimem Elias Odin – bulwersowały wiele osób. Nikt go jednak do tej pory jeszcze nie widział.
Starzec miał na sobie porządne, nowe i czyste ubranie, rozpiętą swobodnie marynarkę odkrywającą bawełnianą koszulkę o jasnej, acz nieokreślonej barwie, spodnie w innym kolorze, niż marynarka oraz duży ciemnoniebieski kapelusz z artystycznie zagiętym w dół szerokim rondem. Rondo przysłaniało mu tajemniczo jedno oko. Mimo to wyglądał niechlujnie. Marynarka miała zbyt długie rękawy i za szerokie ramiona, spodnie były bez kantów, za długie i opadające, a kapelusz wymięty i ponaciągany. Wydawał się przebranym łachmaniarzem. Tego wrażenia dopełniały jego długie do ramion, proste, tłuste, wiszące w strąkach siwe włosy. Był gładko ogolony, miał przenikliwe i błyszczące spojrzenie, które ze skupieniem kierował teraz prosto w prowadzącego.

Ledwie wszedł i usiadł na krześle, a w tym czasie Frank Nobfler skończył wstępne przedstawianie głównych osób i tematu spotkania, natychmiast zaczął podniesionym tonem wygłaszać coś wszem i wobec. To sprawiło, że – aby nie wywołać zbędnego chaosu na sali – został poproszony przez Nobflera bliżej.

Dziennikarz przyglądał się pilnie i początkowo z wielką ciekawością podchodzącemu do niego mężczyźnie, który stanowił w tym miejscu pewną sensację. Jednak wkrótce wszyscy odczuli jego rozczarowanie i nagły dystans. Ta jego ledwie dostrzegalna i maskowana wyszukaną grzecznością reakcja prędko udzieliła się publiczności. Wygląd starca nie budził zaufania i jakże się różnił od czystego, dopiętego na ostatni guzik garniturowego wizerunku prezentera i reszty gości.

Elias Odin zdążając ku scenie przejściem pomiędzy krzesłami nie przerywał swej rozpoczętej wypowiedzi. Dopiero, kiedy stanął koło Nobflera odwrócił się twarzą do kamery i widowni. Wciąż jednak mówił tonem nawiedzonego, do tego dziwnie pokrętnie, symbolami.

– Powtarzam! Dla tego, kto rzeczywiście pragnie wyjść z pułapki czasoprzestrzeni konieczne jest przejście przez śmierć. Najważniejszy jest akt dobrowolnej zgody na nią wyrażony w sercu, wobec Boga, który jest Miłością i Przebaczeniem. Oraz przyjęcie Ofiary Krwi za nieuchronność. Nie da się inaczej, Człowieku! W przeciwnym razie pozostaniesz tutaj usiłując bez końca odnaleźć sposób na niemożliwą w tym spłaszczonym i rozdwojonym świecie nieśmiertelność.

Niechęć dziennikarza wyraźnie rosła. W końcu przerwał upartemu starcowi:

– Proszę państwa, oto stoi przed nami słynny Elijas Odin!

W zamian został potraktowany ironicznym spojrzeniem i uśmieszkiem na cienkich wargach, więc Nobfler stwierdził z przekąsem wszem i wobec:

– Proszę wybaczyć, ale pański wygląd wydaje się przynajmniej osobliwy. Być może z tego powodu pańska wypowiedź nie brzmi tak przekonująco, jak w wypowiedziach prasowych.

– Włożyłem to uroczyste ubranie z okazji ostatecznego zakończenia mojej życiowej misji i odejścia, które właśnie się zbliża – usłyszał w odpowiedzi.

Eliasa Odina znano z wielu profetycznych, a jednocześnie merytorycznie świetnie uzasadnionych wypowiedzi, którymi wzbudzał w niektórych ludziach nabożny lęk. Teraz jego religijnie podszyte słowa w zestawieniu z niechlujnym wyglądem i szaleńczym zachowaniem zrodziły przeciwną reakcję. Dziennikarz natychmiast skrzywił się z nieukrywaną niechęcią. W zdecydowany sposób skończył krępująco głupią rozmowę z przybyłym. Szybko i z uprzejmą wprawą podziękował mu za wygłoszenie swoich poglądów, (do których oczywiście każdy w tym programie miał święte prawo). Jednocześnie dyskretnym ruchem ręki dał sygnał widowni, aby pożegnała go burzliwymi oklaskami. Starzec zareagował na nie bardzo spokojnie i bez sprzeciwu skierował się wzdłuż pokrytej kwadratami białych płytek ściany ku wyjściu z sali.

Wtedy nagle padł cichy wygłuszony strzał. Precyzyjnie wymierzona pojedyncza kula snajpera trafiła bezbłędnie, stary człowiek upadł bezwładnie na podłogę. Jego ciało zastygło nieruchomo w pozycji porzuconego właśnie na podłodze ubrania. Jednocześnie na ścianie pojawiła się wielka plama krwi, która wytrysnęła z jego przebitego kulą serca.

Wszyscy zerwali się z krzeseł z okrzykiem zgrozy ogarnięci panicznym przerażeniem.
Kamery rejestrowały każdy szczegół pokazując do końca wydarzenie, które właśnie na żywo obiegało cały świat.

Frank Nobfler próbował zachowywać spokój, przynajmniej zewnętrznie. Przysunął się bliżej ściany i ręką odsuwał od siebie naciskających w przestrachu ludzi usiłujących wydostać się z sali i chaotycznie szturmujących drzwi wyjściowe. Ktoś z ochrony zaczął go osłaniać, a ponieważ utknął na dłuższą chwilę w tłumie, wbił zafascynowany wzrok w czerwoną plamę na lśniącej ścianie obok. Najwyraźniej coś przykuło jego uwagę. Na tyle silnie, że zapomniał o panującym wokół bezładzie i strachu przed niezidentyfikowanym zabójcą.

Tak, to pod wpływem stresu i ogólnej paniki musiał wejść w jakąś zbiorową hipnozę, bo inaczej tego zrozumieć się nie da!

Dostrzegł nagle w połyskującej w świetle telewizyjnych jupiterów krwawej plamie odbicie twarzy długowłosego starca. Starzec żył i trzymał w ręku zapaloną świecę. Mało tego, jego twarz z jednym okiem przysłoniętym rondem kapelusza wychyliła się z owej plamy ku dziennikarzowi. To wcale nie był płaski obraz, a trójwymiarowa figura! Nobfler widział wyraźnie długie tłuste strąki jego posiwiałych włosów. Mógłby ich dotknąć, chwycić, gdyby tylko umiał przełamać dziwny paraliż ciała, który go ogarnął.

Starzec dłuższą chwilę wpatrywał się błyszczącymi oczami w osłupiałego dziennikarza. Po czym wymówił przenikliwym szeptem wprost do jego ucha jedno słowo. Nikt, oprócz Nobflera go nie usłyszał.

– ARMAGEDDON!

I znikł.

(Zapisane w 2003 roku)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s