Xięga – część 1

Kronika, bądź Księga Akaszy (Akaśa), każdy chyba wie o co chodzi. We śnie daje się czytać, przynajmniej niektórym. A może wielu, tylko nie zdają sobie z tego sprawy? Występuje pod różnymi postaciami symbolicznymi, np. drzewa owocowego, owocu, czy książki właśnie. Zebrałam kiedyś sny, w których pozwoliła mi na wgląd w siebie. Nie szukałam go specjalnie, ani tym bardziej nie zadawałam pytań. Większość ludzi chciałaby przecież, jeśli nie poznać własny zapis, to dotyczący jakiejś ziemskiej historii. Tymczasem wizyjne wglądy pojawiały się same, ukazując mi temat, który nawet nie przyszedłby mi wtedy do głowy. Zdarzało się to sporadycznie, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych. Miały zawsze w sobie element wchodzenia w głęboki trans, rozszerzonego widzenia, bezpośredniego wglądu i wtajemniczenia w przeszłość. Spisałam je w formie fantazmatycznego opowiadania. Oto jego część wstępna. Tak naprawdę opisująca dzieje tych, którzy po latach zaczęli mnie rzeczywiście odwiedzać, być może tych, z którymi jestem jakoś związana dziejami duszy, a czy działo się to we śnie, tego nie potwierdzę.

kroniki1

Xięga

1.

Dom mojej babki miał wiele zakamarków, do których zabraniano wchodzić nam, dzieciom. Należał do nich strych z ogromną ilością niepotrzebnych, a całkowicie fascynujących mnie przedmiotów, spiżarnia pełna beczek, beczułek, półek ze słojami i wiszących na hakach pęt suszącego się czosnku, cebuli i kiełbas, piwnica, do której schodziło się po drabince otwarłszy klapę w drewnianej podłodze w kuchni oraz pokój gościnny z biblioteką w środku i białym kaflowym piecem. Zimą i wiosną dziadek rozpalał w nim ogień tylko podczas wizyt gości z daleka, przeważnie w porze wielkich świąt, poza tym stał pusty, cichy i odcięty od codziennego życia.

W tym pokoju, w drewnianej oszklonej szafie bibliotecznej znajdowały się równo ustawione, oprawne w sztywne okładki książki. Ich przeczytanie było moim gorącym pragnieniem, wręcz pożądaniem. Czasami pod nieobecność babki w domu (była wiejską położną pracującą o różnych porach dnia i nocy), gdy zmęczony po swej kolejarskiej pracy dziadek zdrzemnął się w bujanym fotelu, udawało mi się niepostrzeżenie wyciągnąć klucz z szuflady kuchennego kredensu i wejść cichaczem do tajemnego pokoju.

Mickiewicz

W napięciu przebiegałam wzrokiem tytuły i nazwiska autorów tłoczone pozłacanymi albo ciemnoniebieskimi literami na grzbietach książek. Babka była miłośniczką swoich bibliotecznych zbiorów i najcenniejsze z nich kazała w introligatorni oprawić w jednakowe okładki z jasnozielonego lub wiśniowo czerwonego płótna. Były wśród nich popularne powieści, które najszybciej ze wszystkich pozwolono mi przeczytać. Książki Jamesa Coopera, Jacka Londona, Daniela Defoe, Sienkiewicza, okrutne romanse sióstr Brontë i Mary Schelley, patriotyczne powieści Marii Rodziewiczówny, przerażające baśnie braci Grimm, piękne i smutne Andersena oraz oczywiście, ilustrowane niesamowitymi rycinami Andriollego poezje Adama Mickiewicza. Wszystkie podpisane, opatrzone datą i osobiście opieczętowane przez moją babkę. Na ścianie tuż obok biblioteczki wisiał duży olejny portret starego i posiwiałego już Wieszcza, który, z dłonią wsuniętą za pazuchę zapiętego pod szyją surduta patrzył na mnie podczas moich ukradkowych lustracji dziwnym spojrzeniem wiecznie otwartych i wodzących za mną oczu na okolonej białą kozią brodą pomarszczonej i brzydkiej twarzy.

Pośród tego cudownego dla dziecka zestawu wetknięta na najwyższą półkę tkwiła gruba książka w twardej kolorowej oprawie, której tytuł i autor już dawno umknęły mojej pamięci. W dzieciństwie przeglądałam ją wielokrotnie wdrapując się na krzesło, aby móc jej dosięgnąć i daremnie znowu i znowu próbować dociec jej prawdziwej treści. Przypuszczam, że dotyczyła jakichś biologicznych wtajemniczeń w życie komórkowe na Ziemi. I tym się różniła od reszty książek, że zawierała liczne barwne ryciny.

Z biegiem lat owa książka zaczęła ukazywać mi się w osobliwych snach jako odwieczna Xięga. Wydawała mi się wtedy doskonała i absolutnie niezgłębiona. Brałam ją do ręki z nabożną czcią przeczuwając bezcenną, acz zupełnie dla mnie niezrozumiałą wagę jej zawartości.

2.

Znalazłam ją pewnego razu w formie wielkiej opasłej książki w czarnej sztywnej okładce. Przypominała do złudzenia jakiś tom z dzieł wiecznie żywego Włodzimierza Lenina, wszechwiedzącego Karola Marksa lub wszechmocnego Józefa Stalina wydawanych po wojnie w milionowych nakładach. I których nieskazitelnie równiutkie rzędy zapełniały półki państwowych bibliotek w Polsce, od najmniejszych wiejskich i gminnych po największe wojewódzkie, uczelniane i narodowe. Papier był w niej gruby i kredowy, litery duże i wyraźne, jakby drukowane dla dalekowidzów albo małych dzieci. Zawierała mnóstwo różnobarwnych obrazków na każdej stronie.

Jej tytuł brzmiał: Czy socjalizm to komunizm? Zaś wnętrze zawierało dokładny opis życia na innej planecie. Nazwę ją teraz po swojemu Ziemią-Alfa, bo jej nazwy w księdze nie znalazłam. Lub może ją przeoczyłam.

Liczne, drobiazgowe i barwne ilustracje przedstawiały jej mieszkańców w średniowiecznych zbrojach z mieczami w ręku. Mieli podobną do naszej erę podziału wartości na dobre i złe, sporów ideowych i starć na śmierć i życie. A co z tego wynika także czasy krwawych krucjat religijnych i wojen o zwycięstwo prawdziwego wizerunku Boga nad fałszywym.

Strona po stronie, rozdział po rozdziale dzieje ludzkości z Ziemi-Alfa zmieniały się i upodabniały do nam współczesnych. Wybuchła wielka ideologiczna wojna, która pogrążyła jedyny wielki kontynent na owej Ziemi we krwi i zniszczeniu. Katastrofy i zarazy zdziesiątkowały ludność. Przetrwali nieliczni. Na gruzach swego świata zrozumieli, że koniecznie muszą coś zmienić. Ostatecznie porzucić wszystko to, co jest źródłem konfliktów i zła w ich naturze.

Xięga dokładnie obrazowała nowe obyczaje, które pośród siebie sami wprowadzili. Alfianie, wszyscy niezależnie od płci i wieku w pewnym momencie swej historii zaczęli korzystać z pisuarów, które nazywano bidetami. Siadało się na nich okrakiem podwiązując się specjalnymi łańcuszkami, twarzą do ściany.

Po latach, które minęły od przejrzenia owej dziwnej księgi zrozumiałam, że zasiadanie przed ścianą musiało być podobne do japońskiej praktyki zazen. Raz w życiu zdarzyło mi się w niej uczestniczyć. Zgromadziło się na niej blisko dwadzieścia osób. Medytację prowadził doświadczony mentor, przechadzający się za plecami zasiadających, z kijem w ręku. Dostaliśmy radę, aby liczyć swoje oddechy. I nie reagować na żadne myśli i odczucia, jak i bodźce z zewnątrz. Na przykład odgłosy z nastawionego na cały regulator telewizora, w którym nadawano akurat mecz z mistrzostw świata w piłce nożnej.
Ludzie siedzący koło mnie w kręgu bardzo się męczyli. Daleko im było do uspokojenia, a w miarę upływu czasu chyba coraz dalej. Niektórzy nie potrafili ukryć zniecierpliwienia, napięcia i udręki, wzdychali, a nawet pojękiwali cicho. Mnie jednak szybko zrobiło się przyjemnie.

Zapomniałam o ścianie. I o telewizorze. Rzadkie przerwy na medytację w marszu, dla rozciągnięcia przykurczonych mięśni wprowadziły mnie jeszcze głębiej w wewnętrzny świat. Oddechy dotleniły mózg do tego stopnia, że szybko zaczęłam zapadać w trans. Ciało drżało spontanicznie trochę jak podczas uprawiania miłości. Czas mijał niezauważalnie. W chwili, gdy przeciwna drużyna wbiła gola do naszej bramki poczułam na plecach uderzenie kija mentora. Potem drugie. Niewiele później zakończono medytację.
Uczestnicy odrywali oczy od ściany z głośnymi wyrazami ulgi i radości, prostowali ramiona, rozcierali zmartwiałe mięśnie. Przyznawali się, że zasiadanie przez kilka godzin w milczeniu było dla nich prawdziwą torturą. I gadatliwie omawiali szczegóły swoich przeżyć.
W ich opowiadaniach przeważał wewnętrzny chaos, zmęczenie oczekiwaniem na końcowy gong i narastająca złość ciała na wymuszoną sytuację bezruchu. Właściwie tylko ja byłam zadowolona i gotowa siedzieć jeszcze przynajmniej drugie tyle. Milczałam wciąż zanurzona w przeżywaniu wewnętrznej ciszy. Mentor orzekł, że musimy ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Czyli siedzieć, siedzieć i siedzieć. Aż przestaniemy czuć ciało i irytację, a także nawet przyjemny odlot. Co jest wyżej czy poza tym, nie zdradził. Podejrzewam, że sam, mimo długoletnich ćwiczeń jeszcze tego nie wiedział.

Xięga ciągnęła dalej dzieje socjalistycznego przewrotu.

Na Ziemi-Alfa pod wpływem masowej praktyki zasiadania na bidetach średniowieczne zabobony nareszcie odpłynęły w przeszłość, utraciły wszelki wpływ. Poglądy na życie skrajnie się zmieniły i odtąd ludzie dobrowolnie praktykowali samooczyszczenie. Modny obowiązek przeszedł w codzienny i powszechny zwyczaj. Ludzie odkryli wspólny cel, zasmakowali w nim. Zapragnęli świadomie osiągnąć poziom wspólnego umysłu. On stał się dla nich najważniejszym celem. I prawem.

Najpierw znikły kłótnie i żądza władzy. Potem stopniowo nadmierne przywiązanie do samych siebie i siebie nawzajem. Ludzie porzucili materialne cele i zwrócili się do wewnątrz, gdzie odkryli wrota w inny świat. Niezależnie od wieku, pochodzenia, poziomu inteligencji czy płci z radością łączyli się w duchową jedność. Z biegiem czasu jednostki stawały się do siebie coraz bardziej podobne. W końcu nawet całkowicie zanikły fizyczne różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami. Taki był ich wybór.

Rozwój cywilizacji na Ziemi-Alfa osiągnął tak wysoki poziom i powszechny zasięg, że w pewnej chwili narodziła się wspólna dusza planety. Duchowa matka roju bezpłciowych robotnic, który zatracił po drodze wszelkie indywidualne różnice dawała w zamian jednostce odczucie pełni w miłosnym związku z każdą z nich. I możliwość samodzielnego dysponowania mocą wspólnoty, zbiorową pamięcią i inteligencją. W chwili, gdy jej dzieci zdobyły dorosłość i synowską tożsamość wystąpiła jako ich królowa. Ostatecznie oderwała się od planety niby nabrzmiała powietrzem bańka mydlana i lekko poszybowała w kosmos w poszukiwaniu nowych światów do zasiedlenia.

Dłuższą chwilę wpatrywałam się jeszcze w rysunek eliptycznej orbity Ziemi-Alfa. Była to naprawdę niewielka planetka. Na linii orbity zaznaczono najbliższy słońcu punkt peryhelium. To z niego nastąpiło oderwanie.

Cdn.

Xięga – 2 >

Reklamy

1 myśl w temacie “Xięga – część 1”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s