Xięga – część 2

Xięga powracała konsekwentnie, budząc energie, trans i pozwalając  w siebie wejrzeć, a wtedy towarzyszyły jej sny symboliczne. To dzięki nim właściwie, a nie psychoanalitykom, zorientowałam się, że osoby ze snów, znane na jawie, są formami dla czegoś/kogoś innego, kto przybiera ich postać w jakimś symbolicznym i czytelnym dla śniącego celu.
Najważniejszymi postaciami w życiu są rodzice. W tak ważkich snach, jak wgląd w kronikę Akaszy, reprezentują oni matkę i ojca z nieba. Duchowe byty, nieprzejawione lub przejawione wysoko. Mogą wtajemniczyć choćby w dzieje twojej duszy…
Wracając do poprzedniej części opowieści, łatwiej jest też już chyba sobie wyobrazić kogo reprezentowała moja babka, właścicielka Biblioteki.
Dwaj moi kuzyni z niniejszej części to ja sama w potrojeniu. „Trzy osoby/istoty to objaw wyższych poziomów powyżej granicy 5/6.” (J. Bzoma).
Podwójna forma mego ojca miała za zadanie unaocznić obniżenie jego pozycji i przejawienie się nieprzejawionego ojca na niższym poziomie. Co wyjaśnia zapis w Xiędze.

Dysk

Xięga cd.

3.

Po latach znów się tam znalazłam, jak czasami w dzieciństwie, ukradkiem przed babką chowającą klucz od gościnnego pokoju w kuchennym kredensie. Byłam już dorosła, dziadkowie nie żyli, lecz wejścia do pokoju strzegli teraz ich dwaj synowie spadkobiercy.

Nie byłam sama. Miałam młodszych od siebie towarzyszy. Byli to moi stryjeczni bracia, Mirosław i Sławomir. Aby odnaleźć odwieczną Xięgę dostaliśmy się we trójkę do gościnnego pokoju w domu naszych dziadków, który po ich śmierci stał się ich mieszkaniem. Opowiedziałam kuzynom o jej niewidzialnych mocach i zapalili się, aby ją poznać. Działaliśmy szybko i w napięciu. Taki był plan: dostać się i czym prędzej zaczerpnąć trochę wiedzy, ile się da, choćby cokolwiek. Przekręciłam duży żelazny klucz w zamku pomalowanych na biało drzwi, który przed chwilą wyciągnęłam z kredensowej szuflady.

Wsunęliśmy się chyłkiem do pokoju. Pachniało w nim długotrwałą, lekko spleśniałą wilgocią i starymi meblami. Zalegał cień, gdyż zasłonięte story w oknie wychodzącym na zachód nie wpuszczały zbyt wiele światła. Odsunęłam szybkę chroniącą księgozbiór przed kurzem. Była gruba, kryształowa, z kwiatowymi wzorami rżniętymi na szlifowanych obrzeżach. Zawsze zacinała się w jednym miejscu i tu trzeba było unieść ją nieco do góry i użyć cierpliwego nacisku, aby ją przesunąć i umożliwić sięgnięcie po najciekawsze pozycje na półkach. Jedno z nas pozostało przy drzwiach nasłuchując z palcem na ustach. Cicho, cicho…

We dwójkę chwytaliśmy zachłannie to, co wpadło nam w ręce. Każde inną książkę. Ja od razu sięgnęłam po Xięgę, którą już zaczęłam poznawać, o której marzyłam i od dawna czekałam na kolejne otwarcie.

Ułożyłam ją na jadalnym stole, dużym, okrągłym, z toczonymi ozdobnie nogami. Niegdyś z okazji świąt i rodzinnego zjazdu babka rozsuwała go w dużo większą elipsę, nakrywała białym haftowanym własnoręcznie obrusem i ustawiała na nim porcelanową zastawę pełną przysmaków. Tylko ona umiała takie przyrządzać. Od czasu jej odejścia stół lepił się od zwilgotniałego kurzu, osłonięty wyburzałą narzutą na łóżko zamiast obrusa. W zamykanym, dawniej gościnnym pokoju gromadzono bezużyteczne przedmioty i graty, panował przykry dla oka bałagan. Nie miałam jednak czasu na żale, wspominki, ani też namaszczenie czy zachwyt. Otworzyłam Xięgę na chybił trafił i zaczęłam szybko wertować ilustrowane strony. Usiłowałam zapamiętać jak najwięcej, nim ta możliwość zostanie mi odebrana. I czytałam pilnie w nerwowym i czujnym pośpiechu.

Xięga zdawała się odpowiadać na moje najgłębsze pytanie. Którego nawet nie zdążyłam sobie jeszcze zadać. Otworzyła się na stronie, która z miejsca przykuła moją uwagę. Tekst mówił o tym, że w pradawnych czasach rozwinęła się rasa istot, które osiągnęły tak wysoki poziom rozwoju, że przedostały się „na drugą stronę wszechświata”, weszły w anty-świat.

Wtem owa strona zamieniła się w rodzaj trójwymiarowego ekranu. Pojawiła się na nim forma kuli z punktowym jądrem (jak model wszechświata lub atomu), a owe istoty odbyły drogę z jednego brzegu kuli na drugi, przeciwległy na niej, przemieszczając się po linii prostej przecinającej jej środek. Była to grupa Antychrysta, jak przeczytałam. Następnie ustanowiła w niższej przestrzeni, w której się uprzednio narodziła i z której już była wyszła – hierarchię rządzącą zogniskowaną na tym „nieomal najwyższym poziomie”, który zdołała osiągnąć.

Nagle pojęłam, kim był mój ojciec. I na czym polegało jego szaleństwo, któremu oddawał się w moich snach całą duszą.

W tej samej chwili zastukał niecierpliwie do drzwi, a mój drugi kuzyn, Mirosław otworzył je przed nim z pobladłą twarzą, drżąc na ciele. Jego stryj, a mój ojciec był mężczyzną w średnim wieku, wysokim, szczupłym, lekko przygarbionym, z kilkudniowym zarostem na wychudzonej twarzy, z powodu wieloletniego nałogu palenia często pokasłującym i chrząkającym. Ubrany niechlujnie, z błyszczącymi niezdrowo oczami okazał się być teraz pod wpływem alkoholu, a ja wiedziałam, że od dawna bywa taki prawie ciągle.

Nawet, gdy stał już w otwartych drzwiach łykałam jeszcze ostatki informacji z Xięgi. Póki mi jej nie odbierze i nie schowa znowu na półce biblioteczki.

Należałam do innej grupy istot, dzieci tych, co zrodzili się z tych, którzy pojawili się z anty-materialnego świata i znów tam odeszli.

– Tak! – wykrzyknęłam przyciskając Xięgę do siebie – Mam takie samo prawo, jak ty, tato, poznać tę książkę. Należy też do mnie. Nie możesz zabronić mi jej czytać!

Kuzyni poparli mnie w tym żądaniu. Nie było to łatwe. Alkoholizm trwale zmienił z natury dobroduszny charakter naszych ojców na uparty i podejrzliwy. Mój od lat był ogarnięty chorobliwą manią, stał się podstępny i złośliwy. Miewał niepoczytalne ataki gniewu i zdawało się wtedy, że nie wie, co czyni, wpadał w istny szał.

Powód nałogu i udręki chyba nie był mu znany. Żył jakąś swoją wewnętrzną rozterką, rozszczepieniem na dwoje i co najwyżej starał się o tym zapomnieć. Za wszelką cenę zapomnieć, przestać czuć. Upijał się codziennie, zażywał uspokajające leki i narkotyki, a serce wciąż odwracało się od zadanej mu roli. Jego ból był przerażający, nierozwiązywalny jak gordyjski węzeł, głęboki jak otchłań.

Tylko dzięki wiedzy, jaką podsunęła mi Xięga zdołałam wyegzekwować od niego pozwolenie na korzystanie ze zbiorów mojej babki. Miałam do nich te same prawa, co on. On tych praw przecież nie ustanowił, istniały przed nim.

– Dobrze – zgodził się po chwili namysłu, niechętnie.

Był tutaj szefem antychrystów w parze z towarzyszącym mu jak cień młodszym bratem, a moim stryjem. Paląc papierosy naradzali się teraz wspólnie, co robić. I na czas tej narady wyprosili nas z pokoju do kuchni obok. Z przykrością rozstałam się z Xięgą, pozostawiwszy ją na stole, zamkniętą.

Minęło sporo czasu i w końcu zaczęłam niecierpliwie krążyć po kuchni, podsłuchiwać pod drzwiami pokoju, aż w końcu delikatnie pchnęłam je palcem, uchyliły się. Były tylko przymknięte. Ojciec zauważył ten ruch i zaraz otworzył je od swojej strony. Wpuścił nas do zadymionego wnętrza z widoczną niechęcią na wykrzywionej od wieloletniej depresji twarzy.

– Zgoda, możecie przejrzeć wszystkie pozycje z biblioteki, ale mają wrócić na swoje miejsca. Żadnej nie może zabraknąć. Macie na to godzinę.

Oczywiście, nic nie stało w biblioteczce tak, jak przedtem. Świetnie pamiętałam ułożenie książek. Babka była dokładna, nigdy nie zmieniała ich miejsc w rzędach. Potrafiła po tym poznać, czy ktoś dobierał się do księgozbioru bez jej wiedzy.

Pozwolenie mego ojca było pozorne. Zdałam sobie sprawę, że zanim z powrotem wpuścił nas do środka starannie je wszystkie przejrzał. Większość interesujących pozycji odłożył dla siebie. Zauważyłam na stole spory stos leżących tomów i podeszłam do niego. Od razu sięgnęłam po ukrytą wśród nich odwieczną Xięgę, aby czytać dalej. Ojciec natychmiast zareagował i wyjął mi ją z rąk. Położył ją na wierzchu stosu przytrzymując dłonią o pożółkłych od palenia tytoniu palcach. Był wściekły, ale panował jeszcze nad sobą. Trząsł się.

– Czemu nie te? – zapytałam go wprost.

– Chciałbym je sobie przypomnieć pierwszy – wytłumaczył się obłudnie, chrząkając. – Jednak sama zobacz, o tam, ile możesz przez ten czas przeczytać. Same najlepsze kawałki są dla ciebie – wskazał drugą ręką na mocno uszczuploną biblioteczkę i rozkaszlał się nieprzyjemnie.

Niechętnie podeszłam do półek, głęboko rozczarowana. Pozostała mi jakąś przygodowa historia wyprawy na inny kontynent i coś jeszcze, niewiele istotne dla odpowiedzi, które chciałam uzyskać. Jeden z moich kuzynów wybrał zbiór zapisów o drugiej wojnie światowej zgromadzonych przez niemieckiego historyka. Drugi zaś opasłe dzieje chrześcijaństwa w Europie.

Cdn.

< Xięga – 1

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s