Ekstaza

Wypada zacząć od teorii. Zainteresowanych szczegółowymi kwalifikacjami wewnętrznych stanów psychicznych możliwych do osiągnięcia i doznania w wyniku praktyki duchowej odsyłam do autorów zajmujących się indyjską jogą, bądź samych indyjskich ksiąg, traktujących o tej delikatnej i nieuchwytnej materii. Od siebie polecam na początek książkę „Patańdżali i joga” Mircei Eliade, zwarte kompedium najważniejszych informacji w tym temacie, zaczerpniętych z podstawowych starożytnych dzieł hinduizmu (i nie tylko), czyli Jogasutr, Wedanty, Puran, Mahabharaty, Gity, starożytnych komentatorów i joginów.

Dla przybliżenia tematu w prosty sposób daję krótki opis ze swojego sennika, czyli książeczki „Symbole senne – znaki na Drodze do Życia”.

Ekstaza – euforyczny stan psychiczny poprzedzony i wywołany przepływem energii przez ciało, zdarza się w snach świadomych, wizyjnych i inspirowanych. Umyka opisowi, gdyż jego podstawową cechą jest przekroczenie znanej z jawy percepcji umysłu i wyjście świadomości poza znane jej rozróżnienia, czas i posiadaną wiedzę. Trwa przeważnie krótko, może jej towarzyszyć eksterioryzacja i kontakt z postaciami spoza trójwymiarowej przestrzeni, w której na co dzień prosperuje nasz umysł i zmysły. Miewa wielki, harmonizujący i uzdrawiający wpływ na psychikę, a czasem ciało fizyczne.

Eksterioryzacja – zjawisko dość często spontanicznie doświadczane we śnie i zapamiętywane jako lot w górze, czasem jako wysiadanie z samochodu (obrazującego ciało fizyczne). Spowodowane oddzieleniem się ciała astralnego od fizycznego. Może to być wywołane wielkim strachem we śnie lub odwrotnie ekstatyczną błogością. Eksterioryzować świadomie można się nauczyć. Wiele elementów e. zawierają świadome sny, a więc specyficzny dźwięk podczas wchodzenia w trans (brzęczenie, buczenie, dzwonienie), lot przez tunel ku światłu, gdzie zaczyna się świat snu, odbierany wszystkimi zmysłami ciała i w pełnej świadomości. Powrót odbywa się na odwróconej zasadzie i odczuwa się go jako pewien wstrząs, powodujący natychmiastowe obudzenie się w ciele fizycznym. Czasem udaje się dotknąć srebrnego sznura, cienkiego i rozciągliwego przewodu wyrastającego spomiędzy łopatek na plecach, który łączy ciało fizyczne z subtelnym odpowiednikiem. Daje się on rozciągać na kosmiczne odległości i zawsze ściąga bezpiecznie wędrowca do pogrążonego w swoistym letargu ciała fizycznego.

jogin

A jako przykład jednego z możliwych wewnętrznych doznań, wykraczających poza fizyczne zmysły i wszelkie pojęcia znane z jawy, przedstawiam swój sen-nie-sen. Ma on pewne cechy ufologiczne, religijne, spotkania z duchowymi mistrzami i pobierania nauk z wysokich poziomów. Zatem wszystko w jednym!

*

Wieczorem 16 sierpnia 1994 roku ogarnęła mnie niezrozumiała ochota, by położyć się spać w innym pokoju, z którego okno wychodzi na podwórze. I tam niespodziewanie weszłam od razu w głęboki trans.

Zaraz po zamknięciu oczu wyrwała mnie z ciała fizycznego fala energii. Uniosłam się nad nim i z ciekawością wyjrzałam przez okno na podwórze. Ku mojemu zdziwieniu nie było ciemno. Podwórze było rozświetlone bladym światłem, tworzącym szarówkę. W jego głębi na tle budynku gospodarczego zobaczyłam grupę około dziesięciu ludzi, siedzących na różne sposoby wokół centralnej postaci młodego, pięknego mężczyzny z długimi do ramion włosami. Z jego wnętrza emanował iskrzący się żywy blask krystalicznie czystego światła. A więc to on był źródłem oświetlenia! Wiedziałam wprost, że jest mistrzem, synem bożym, jego imię nie wydało mi się istotne. Kiedy tak mu się z fascynacją przyglądałam, podniósł nagle oczy i nasze spojrzenia się spotkały. W tej samej chwili dobiegł mnie prąd energii o niesamowitej mocy.
Błyskawicznie popłynął wzdłuż moich rąk, tułowia i nóg, a ja przestraszyłam się, (bo to bolało), że moje fizyczne przecież ciało nie wytrzyma takiego natężenia, że popęka i rozsypie się jak krucha szklanka. Nad moją głową rozbłysła żarówka oślepiająco białym światłem. To z niej płynął strumień, przelewający się teraz przez moje udręczone ciało i sprawiał, że stopniowo jednak wzrastałam i przemieniałam się od wewnątrz w kogoś świetlistego, zupełnie innego, niż dotąd.

Zaaferowana przeżywaniem światła nie zauważyłam jak mistrz z uczniami znikł, a kiedy odzyskałam równowagę, na podwórzu rozgrywała się już inna scena.

Przed domem, w odległości najwyżej metra nad ziemią unosił się teraz kosmiczny pojazd. Miał kształt idealnej piramidy, błyszczał jak zrobiony z kryształu. Na przedniej ściance widniały – blisko czubka – dwa romboidalne okienka. Swoją wielkością zajmował przestrzeń między budynkiem gospodarczym a domem, nie był ani zbyt wielki, ani zbyt mały, w sam raz, aby pomieścić swobodnie kilkoro ludzi. Nie pamiętam, jakim sposobem wyszedł z niego człowiek. Mężczyzna. Niezwykle szczupły i wysoki, mógł mieć nawet 3 metry wzrostu. Patrzył w moją stronę i najwyraźniej zauważył mnie za okienną szybą, gdyż uśmiechnął się i podniósł dłoń w geście pozdrowienia. Ogarnęło mnie wzruszenie, miłosne. Wiedziałam, że reprezentował potęgę cywilizacji ludzi z Ziemi, jednej z niezliczonej ilości podobnych do niej we wszechświecie, połączonych jedną wiedzą i jednym celem. Nie zdziwiła mnie także własna myśl, że stoję oko w oko z przemienionym człowiekiem przyszłości, który w swoim idealnym ciele, bytującym w sferze wiecznego teraz, kontaktuje się poprzez bramę w czasoprzestrzeni z jedną ze swoich licznych replik, wysłanych w przeszłość. Być może, aby naprawić jakieś błędy popełnione dawno temu, przeszkadzające mu stać się jednością z wieloma. Pozdrowiłam go złożeniem dłoni i skinieniem głowy. I w tej samej chwili mój umysł… Boże, co się z nim dzieje?… utożsamił się z nim, rozszerzył i otworzył.
Wszystko stało się oczywiste w ułamku sekundy! Znalazłam się wewnątrz wspólnoty tych doskonałych istot, połączonej miłością tak żywą i pełną absolutnego oddania sobie nawzajem, tak wibrującą, tak falującą, tak nieskończenie wzrastającą, tak namiętną, tak orgiastyczną i ekstatyczną, że nie da się z nią porównać żadnego, nawet najrozkoszniejszego ziemskiego doznania.

Potem wszystko skurczyło się, znikło i otworzyłam przytomnie oczy po środku nocy, w pustym cichym pokoju, jak zawsze, jak zwykle.

Budynek gospodarczy to makieta sfery nieprzejawienia, czyli poziomów 9-13. Pojazd  pojawił się w strefie przejawionego ducha 6-8. Jego reprezentacją była żarówka nad moją głową, do której zostałam podłączona. Obserwowałam go przez szybę pokoju, czyli granicę 5/6, ze swojego domu, czyli ciała mentalnego i poziomu 4.

Kształt piramidy i geometria okienek wyjaśnia Jarosław Bzoma tak:

Figury geometryczne mogą pojawić się na poziomie duszy 7, ponieważ Atman jest tak naprawdę Brahmanem. Romby, kwadraty, koła, trójkąty, wielościany pochodzą z poziomu brahmanicznego, Nicości 8 i śnią się na tym i wyższym poziomie. Towarzyszy temu świadomość relacji między figurami i ich znaczenia.

Tu jednak jest pewien niuans. Krystaliczność. Trzeba więc brać pod uwagę, że pojazd reprezentował poziom wyższy, niż tylko Brahman.

Świątynia, zamek, też Szklana Góra nie jest niczym innym jak wirem swoim najgęściejszym bezwymiarowym punktem skierowanym ku górze. Niektórym śni się jako zamek na szklanej górze albo szklany pałac (tak jak w baśniach).

Oraz to:

Kryształowy Wir pochodzi z wnętrza Szczeliny 8-12.

Reklamy

1 myśl w temacie “Ekstaza”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s