Xięga, część 4

Tego nie ma w biblijnej Genesis. Być może zostało usunięte. Być może zaszyfrowane. A jego pozostałością jest w Biblii dziwnie okrutne prawo mojżeszowe, każące zabijać czarowników, a także klątwo-błogosławieństwa rzucane na potomków, czy wrogów.
Xięga tak oto opowiedziała mi historię powstania na Ziemi, w pradawnych czasach czegoś, co stworzyło zagrażające życiu zakłócenie. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam o Grzybie i długo zachodziłam w głowę, co oznacza. Można owo zakłócenie rozumieć, jako zaaranżowaną odgórnie pierwotną przyczynę powstania świata minusowego, piekielnego, jak by to nazwał Jarosław Bzoma. Rządzonego przez Zło Osobowe. Nie były to jedyne informacje, jakie do mnie dotarły na ten temat, i do tego jeszcze wrócę. Rola owego ujemnego, pasożytującego „trzeciego” świata jest chyba bardziej tragiczna dla naszej planety, jak i ludzi, niż daje się pomyśleć, kwalifikując i wartościując rzeczywistość tylko na pozytywną i negatywną.

Taoizm dzieli wszystko na dwie zasady, żeńską i męską, ziemską i niebiańską. Ziemska jest równie „dobra” jak Niebiańska, więc owo rozdwojenie nie jest moralnie kwalifikowane. Niemniej w starożytnych poglądach zawartych nieco w Księdze I-Cing czy przechowanych w feng-szuei, zasada ziemska, żeńska jest także/bywa destrukcyjna, mściwa i zła. Podobnie zasada męska, niebiańska bywa egocentryczna, ambitna ponad miarę i uparta, co sprawom na dobre nie wychodzi, rodząc z jednej strony degenerację i zbrodnię, z drugiej niekończące się wojny.

W mitologii indyjskiej istnieje opowieść o potworze Rahu, przeciętym na pół i wyrzuconym na orbitę ziemską, gdzie nieustannie i bezskutecznie usiłuje się połączyć w całość. Astrologowie uważają, że chodzi o węzły księżycowe, w Europie nazywane Głową i Ogonem smoczym, w indyjskiej astrologii Rahu i Ketu. Są to punkty przecięcia przez orbitę Księżyca ziemskiej ekliptyki, związane z zaćmieniami słońca i księżyca. W horoskopie niosą one człowiekowi z jednej strony szczęśliwe zbiegi okoliczności, z drugiej zaś pecha, poniżenie i brak okazji wybicia się.

Historię opowiedzianą mi przez dwie sędziwe istoty można najsilniej skojarzyć z odkryciem polskiego astronoma w latach 50-tych, dwóch pyłowych księżyców orbitujących wokół Ziemi w pobliżu widzialnego Księżyca. Od nazwiska odkrywcy zwie się je księżycami Kordylewskiego, a mimo, że zostały sfotografowane, dotąd  są kwestionowane lub uważane za zjawisko przemijające i okazjonalne. Jednak nie udowodniono jeszcze ani ich istnienia, ani nieistnienia.

Z kulami dziwnej energii bombardującymi Ziemię miałam jeszcze spotkania kilka razy. Raz nawet na jawie, w dzień, czego byli świadkowie, moi sąsiedzi, (o ile o to chodziło, a nie o przypadkową zbieżność, o której świadczyłby sen, jaki miałam następnej nocy). Opiszę to przy innej okazji.

Okres czasu, podany mi przez istoty jest identyczny z tym zapisanym w Objawieniu św. Jana, jak i w Księdze Daniela. Co naprawdę oznacza, jaki przelicznik czasu można zastosować, aby odszyfrować informację, nie ośmielę się twierdzić, że wiem.

Tymczasem kontynuuję opowieść Xięgi.

3ksiezyce

Xięga, cd.

5.

Xięga istnieje od zawsze i po wieczność, w niezmiennym punkcie przestrzeni, do którego dotrzeć jest najtrudniej w świecie. Łatwo jest ją sobie wyobrazić i umieścić powyżej wierzchołka głowy, jednak otwiera się tylko wtedy, gdy sama tego zechce. Obdarzona jest świadomością, gdyż dokładnie zna tego, kto po nią sięga. Mimo wszystko pozostaje zbiorem informacji zapisanych świetlnym pismem w przestrzeni nie większej, niż pyłek kurzu. A do tego zbioru trzeba mieć klucz.

Drobina świetlistego pyłu rzuca niekiedy krąg blasku wielkości złotówki. Potrafi ukazać się w miejscu, gdzie zalega cień i znikąd nie ma dostępu światła. W zasłoniętym nocą pokoju sypialnym na ścianie przy łóżku, we wnętrzu szafy albo pod biurkiem. Nie da się dotknąć ani schwycić w dłonie, ale kiedyś udało mi się w nią spojrzeć z bliska, zajrzeć w głąb. Krążek światła okazał się czymś w rodzaju mikroskopowego okularu. Z drugiego końca patrzyła na mnie drobna biała istota o ogromnych czarnych oczach. Widziała mnie, tak jak ja ją.

Potrafiła się z tego krążka świetlnego wynurzyć cała, ale nigdy nie byłam tego bezpośrednim świadkiem. Jedynie rano budziłam się ze strzępami przypomnień z nocy. Przepaścistych oczu czy dłoni manipulujących zdecydowanie przy mojej głowie lub nerkach. Dłoni o bardzo długich, szczupłych czterech palcach.

Zostawały mi po tych wizytach ogniki światła w głowie. Czułam mrowiący ucisk w kilku punktach czaszki. Z biegiem czasu ogniki uwalniały tkwiący w nich zapis. Po kolei, stopniowo. Jedna po drugiej. Trwało to kilka tygodni, miesięcy. Aż do następnej wizyty dziwnego gościa.

Którejś nocy wyszły mi na spotkanie dwie istoty. Sędziwe, bliźniacze, białe, o szerokich, uśmiechających się faliście ustach i bystrych czarnych wielkich oczach. Na ich płaskich drobnych twarzach ledwie wystawały maleńkie kostki nosowe. Jeden z nich wydał mi się nieco starszy. Różniło go od drugiego połyskliwe spojrzenie okrągłych oczu. Jego wyraz.

Xięga przemawiała przez nich.

Zaczęło się miliony, setki milionów i miliardy lat temu. W czasach, gdy na Ziemi dopiero powstawało życie. Ale została już obsiana i zapłodniona. Coś nagle spadło na nią z nieba. To nie było dobre. Było ciemne, najciemniejsze. Spowodowało jednak niebywały skok rozwojowy pierwszych organizmów. Każdy z gatunków wskoczył od razu oczko wyżej. Bo pojawiło się coś, przed czym musiały szaleńczo się bronić, aby przetrwać. Pożerająca pustka.

Życie zwyciężyło. W wyniku intensywnych mutacji i pojedynków między prymitywnymi organizmami utworzyła się ogromna ilość plazmy, która w końcu oderwała się od planety i poszybowała w przestrzeń kosmiczną. Do tej pory okrąża Ziemię jako chmura pyłu, bombardując od czasu do czasu jej powierzchnię trującymi kulami, które się od niej niekiedy odrywają. Kule zawierają rodzaj zarodników, którymi grzyb próbuje wciąż na nowo skazić glebę, ciała i umysły żyjących.

Pleśń odporna na najtrudniejsze kosmiczne warunki, wnikając w ciała ziemskich istot potajemnie je zatruwa i zniekształca. To ona przyczyniła się do powstania zapomnienia, złudzeń, a z nimi odstępstwa. Zrodziła choroby, szaleństwo, rozpacz i okrutną radość zła. W wielu okresach zakończonych katastrofą.

Skażeni kosmicznym grzybem popadali w smutek, rozpacz, gniew, zawiść, w końcu w perwersję i drapieżne okrucieństwo. Mrok podstępnie wnikał w mózgi i serca. Płuca ogarniało zaflegmienie. Chorzy zaczynali nieustannie odpluwać. Brak tchu sprawiał, że mogli jedynie zanikać. Tak też rozpoczęły się złorzeczenia. Najstraszniejsze klątwy i bluźnierstwa posługiwały się grzybem. A raczej to grzyb posługiwał się nimi. Wzmacniając wokół siebie najciemniejszą z ciemnych ochronną granicę. To było smutne, groziło przerwaniem eksperymentu „Ziemia”.

– W pierwszej chwili chcieliśmy się poddać – oznajmił jeden z dwóch. – Epidemia postępowała szybciej, niż wszystko, co można było przeciw niej zastosować. To jednak cofnęłoby nas do poziomu, który pragnęliśmy przezwyciężyć. Rozważaliśmy opcję zniszczenia Ziemi w wielkim wybuchu. Tylko to mogło unicestwić rozwijające się skażenie i oczyścić pole.

– Jednak pojawił się ktoś, kto zdecydował inaczej – dodał drugi. W jego oczach pojawiał się błysk, który uznałam za uśmiech. – Zgodziliśmy się mu pomóc. Jego plan i gotowość przejścia przez najgorsze dawały ułamek szansy, że się uda.

– Istniał jedyny sposób, aby spróbować zwyciężyć. Należało zbudować kult oraz rytuał, który by go przeniósł poprzez czas. A wraz z nim podstawowe informacje higieniczne i zasady zachowania równowagi. W świecie pogłębiającej się niepamięci.

Obaj przemawiali razem, choć osobno.

– Wymagało to wielu, wielu lat trudu i cierpienia. Odradzania się w skażonym świecie i podtrzymywania zapory, gdy zaczynała się walić – słuchałam.

– Ci, co zostali wyklęci, przepędzeni, ukamienowani w imię danego im prawa często upadali i stawali się przeciwnikami – przekazywał pierwszy. Jego wzrok migotał iskierkami diabolicznego dowcipu. Pomyślałam, że zna życie od drugiej, tej wyklętej strony.

– Dostawali się wtedy we władzę grzyba, który rozpoczynał swój niedostrzegalny rozkład. Jedni zauważali to i zwracali się na nowo ku prawu, uznając jego potrzebę i słuszność, wracała im świadomość. Zyskali przy tym wyrozumiałą mądrość, której wcześniej nie mieli. Byli jednak tacy, którzy upadali i stawali się diabłami.

– Musieliśmy nieustannie czuwać i wracać, aby prawo nie zwyrodniało, nie przemieniło się w narzędzie złego – uzupełnił drugi. – To my tworzyliśmy kulty i systemy i to my burzyliśmy je, gdy okazały się nieskuteczne. W ich miejsce budowaliśmy inne, ulepszone. Wciąż od nowa paktując z siłami ciemności, byleby odroczyć ostateczny wyrok.

Ziemia została poddana kwarantannie. Otoczona, zamknięta zamkami automatycznie kurczącymi się i zaciskającymi, nikt od wewnątrz nie jest w stanie ich rozerwać. Niby soczewka skupiła w sobie ciemność, wokół której zgromadziły się czujne siły, gotowe w każdej chwili ją zniszczyć.

– Ktoś jednak nie chce, aby zginęła – wyjaśnił pierwszy. – Ktoś postanowił wejść do pułapki. Ktoś drobny i bezbronny. Jemu służą Smoki i Węże, chroniąc go na dnie przepaści. A on je łagodnie powstrzymuje od niszczącego czynu.

– Są Moce, dolne i górne, odwieczne, istniejące – oznajmił drugi i dodał – Zawarły ze sobą pakt. Jeśli ktoś spośród nich zostanie uwięziony na dłużej niż 42 miesiące bezwzględnie ją zniszczą. Zerwą zasłony, wyzwolą więźnia. Reszta nieodwołalnie upadnie w czyhającą czeluść otchłani.

Odcinek ostatni istnieje, ale pozostaje zatrzymany w prywatnym archiwum.

< Xięga, część 1
< Xięga, część 2
< Xięga, część 3

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s