Senny matrix

Oto opowieść, która mówi o grze toczącej się w Przejawieniu, w ziemskiej materii i świecie małej karmy 1-5 (zobrazowanym symbolicznie przez ruską harmoszkę), z punktu widzenia istot, które bezpośrednio od materii nie zależą. Sen użył obrazu wirtualnej gry, w którą się wchodzi, zapominając o swej pierwotnej postaci. Podobnej do tej, o której opowiadają znane filmy fantastyczne, „Kosiarz umysłów”, „Jumanji”, czy późniejszy „Matrix”.

wirtual

1 kwietnia 1999 roku, (w prima aprilis) przyszedł taki sen:

Jestem mężczyzną. Żyję w miejscu, gdzie panuje pokój i harmonia. W tym świecie, pięknym i doskonałym, opartym na wspólnocie i zgodnej współpracy ze wszystkim, co istnieje, nie ma żadnych nieszczęść, chorób, wrogości, wojen ani śmierci. Znajduje się w nim jednak pewne szczególne urządzenie, służące bardzo wyrafinowanej zabawie. Wygląda jak wielka, rozciągnięta ruska harmoszka wielkości pociągu. Leży na samym brzegu naszego świata, na skraju głębokiej przepaści w zielonych górach. Wewnątrz niej rozciąga się czas, a ludzie tam zamknięci nie mają pojęcia, (bo zapomnieli o tym), że wokół nich panuje niewyobrażalne szczęście.

Któregoś dnia postanawiam doświadczyć tej dziwnej i fascynującej zabawy. Moją intencją nie jest jednak tylko ciekawość i chęć zaznania różnorodnych sytuacji. Nieco wcześniej w Grę wszedł ktoś bardzo mi bliski, a jego powrót zaczął się odwlekać. Jestem szczerze zaniepokojony i wiem, że jeśli pozostanę tu gdzie jestem, taki, jaki jestem, mogę w końcu stanąć oko w oko z osobą, która uzna, że dzieli nas przestrzeń tego, czego doświadczyła w Grze, a o czym ja nie będę miał pojęcia. Postanawiam odnaleźć tę istotę w Grze i zabezpieczyć jakoś jej wyjście, samemu przy okazji gromadząc doświadczenia, które by mnie do niej zbliżyły, a nie oddaliły.

Zabrałem się do tego zadania z uwagą i roztropnością. Ludzie obsługujący Grę wyjaśnili mi szczegółowo zasady jej działania. W regulaminie znajdowało się wiele specjalnych utrudnień, mających służyć doświadczaniu najbardziej skrajnych emocji i przeżyć w trakcie pobytu wewnątrz urządzenia. Podstawowym utrudnieniem była utrata pamięci, gdyż gracz musiał się utożsamić z osobowością jakiejś postaci. Dlatego ważne było, aby już na starcie wybrać okoliczności i rodzaj nauki, które ułatwią osiągnięcie założonego sobie celu jak najprędzej i jak najmniejszym kosztem. W innym wypadku było się zdanym na naturalne procesy ewolucji, panujące w świecie czasu i trzeba było przejść doświadczenia wielu form życia i zaliczyć setki, tysiące biografii, nim wreszcie umysł – znudzony powtarzającymi się negatywnymi bodźcami i doświadczeniami – samodzielnie odkryje sposób wyjścia i szczerze zapragnie to zrobić. Usłyszałem od dozorców wiele uczciwych ostrzeżeń, a nawet rad, abym się z tego wycofał, lecz to pozwoliło mi się bardziej zmobilizować i wewnętrznie przygotować do wykonania obranego zadania. Lepiej było nie lekceważyć możliwych powikłań, toteż w pełni świadomie zdecydowałem się na wejście w czas.

Dostałem się do Gry przez ciasny, długi, workowaty tunel, prowadzący do wnętrza „pociągu”. W ten sposób droga odwrotu nieodwołalnie zamknęła się za mną.

W środku znajdowało się kilka wagonów i przedziałów z niewielką ilością pasażerów. Przechodziłem przez nie po kolei, pilnie rozglądając się wokół siebie i zapoznając się z niektórymi osobami. Wiedziałem, że czegoś szukam, lecz nic nie przykuwało specjalnie mojej uwagi. Zwiedzanie wagonów i przedziałów szybko mi się znudziło, a żadna z poznanych osób nie zainteresowała na dłużej, niż chwilkę. W końcu dowiedziałem się, że jedziemy przez świat z czasów poprzedzających wybuch pierwszej wojny światowej, a w umyśle pojawiła się liczba 18. Wszystko stało się podobne do podróży w Orient-Ekspresie.

W jednym z przedziałów spotkałem nareszcie kobietę, która mi się spodobała, a ja jej. Dotarliśmy razem aż do końcowego wagonu, który jednak okazał się zamknięty. Przedział kończył się harmonijkową kurtyną, za którą oboje mieliśmy nadzieję znaleźć wyjście, ale tak się nie stało. Za zasłoną zaatakował nas nagle jakiś zamaskowany osobnik. Miał wygląd terrorysty, ubrany w długi, szary płaszcz i czarną pończochę zaciągniętą na twarz.

Stoczyłem z nim zwycięską walkę, gdyż z jakichś powodów (być może dlatego, że podawał się za jej ojca) usiłował zabrać mi ukochaną. Kiedy jednak rozłożyłem go na łopatki, okazało się, że dziewczyna znikła i nie miałem innego wyjścia, jak pójść za nią znowu w głąb pociągu. Odszukałem ją w luksusowym wagonie restauracyjnym i odtąd spędzaliśmy czas razem. Aż do chwili, gdy ujrzeliśmy przez okna wielkie, bure chmury dymu na horyzoncie. Nadciągała straszna zawierucha, może wojna. Próbowaliśmy wyjść z pociągu i nawet dotarliśmy do ostatniego wagonu… ale tam znowu nie było z niego wyjścia. Jednak udało nam się spędzić ciekawie czas.

niebo

I tu moja percepcja rozszerzyła się, wyłapując obrazy jak gdyby od początku ciągnące się jednocześnie w zupełnie innej, osobnej linii czasu, dlatego nie wiem, czy działo się to wcześniej, czy później, a może gdzieś obok, lub ponad tamtymi wydarzeniami, a więc przyjmuję, że w przestrzeni wyższego wymiaru, która stała się pierwszą bazą mojego startu w materię. Byłem tam białą istotą, zabezpieczającą sobie powrót dzięki asekuracji współbraci czuwających na zewnątrz i bezpośrednio zaangażowanych w zadanie wpuszczenia w trójwymiar wyzwalającego przekazu światła.

Przebywaliśmy razem w tymczasowym namiocie rozbitym w przestrzeni kosmicznej, pośród niezliczonej ilości gwiazd. Było tam bardzo pięknie, niezwykle, ale w pewnej chwili zginęła gdzieś moja partnerka i zacząłem się zastanawiać, jak ją odnaleźć. Wiedziałem, że muszę to zrobić… Wtedy pojąłem, że trzeba jeszcze wrócić do Gry, bo wciąż – mimo starań – nie została zakończona, a cel – mimo pozorów szczęścia i wolności wcale nie został osiągnięty. Natychmiast wróciłem do punktu wyjścia (i wejścia) i ocknąłem się w ostatnim wagonie przed harmonijkową zasłoną, uporczywie myśląc o sposobie ostatecznego wydostania się z tej dziwnej pułapki.
Wtedy rozległ się z zewnątrz głos człowieka obsługującego Grę. Przypomniał mi mój plan, z którym wszedłem na początku. Powiedział spokojnie:

– Trzeba będzie zagrać trzy razy tę samą rolę.

I w tym momencie obudziłam się na jawie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s