Gadające księgi

Wizyty nocnych gości stawały się rzadsze, niepostrzeżenie przeszły w sny wizyjne. Z elementami transu. Rozbudowane, wielowątkowe, co noc. Po kilka takich w ciągu jednej nocy. Umiałam je świetnie zapamiętywać, zapisywałam wszystko po kolei zaraz rano. Zaczęłam już pracę nad tekstem, który stał się bazą drugiej części mojej książki „Przemiany w ultrafiolecie”. W tym celu usiłowałam porównać ze sobą przekazy kilku najstarszych źródeł, Biblii, majańskiej Popol Vuh i indyjskich mitów zapisanych w Śrimad Bhagavatam (przy okazji chwalę się swoimi próbami jego przełożenia, bez krisznaickich przeinaczeń). Szybko zauważyłam, że sny z tymi przemyśleniami współpracują. I tak odkryłam zasadę śnienia na życzenie, którą po latach zastosował i nazwał śnieniem progresywnym, Jarosław Bzoma.
Dzięki swemu doświadczeniu zrozumiałam, że najstarsze święte zapisy i mity o stworzeniu świata dotyczą „wydarzeń” czy zjawisk z wyższych wymiarów. Są one opowiedziane językiem snu, uniwersalną mową symboli. Zatem odczytywanie ich literalnie może prowadzić jedynie do drwienia z nieprawdopodobnych absurdów przez racjonalizujących ateistów i materialistyczne umysły. Próba takiego mojego odczytu „Popol Vuh” wciąż jest do odnalezienia w internecie. Przeczytałam ją sobie niedawno z pewnym rozbawieniem i jednocześnie ulgą, że przecież mogłam odlecieć w interpretacji jeszcze bardziej.

*

12.IX.1999. Czytam Księgę Rodzaju, medytując nad znaczeniem najstarszych zapisów. W nich liczy się każde słowo, każda kropka i przecinek. W nocy wizja.
Po środku cmentarza rośnie ogromne drzewo ze zwieszającymi się konarami. W jego pobliżu, właściwie w obrębie jego korony wyrasta z ziemi coś jak czarno-szary, plamisty, sztywny, pozbawiony prawie zupełnie gałęzi – badyl, podobny nieco do bambusa, drzewo-chwast, próbujące zaistnieć w cieniu. Pojawiają się ludzie, którzy mieli coś wspólnego ze zjedzeniem owocu z tego drugiego niby-drzewa. Mężczyźni w szarawych garniturach, z teczkami ważniaków w dłoniach, wypinający napuszenie tłuste brzuchy do przodu, powyginani w przedziwnych, śmiesznych i nienaturalnych pozach. Jak zrzuceni z nieba aniołowie nadęci pychą. Albo inaczej opowiedziana historia stworzenia hierarchicznego świata rywalizującego z Centrum, przez antychrystów. [Czyt. Xięga, część 2]

babel

19.IX.1999. Czytam jakieś pismo, a jednocześnie jego treść „wyświetla mi się” w umyśle. Informacje dotyczą starożytnego kraju Szinear. Otóż pojawiły się tam kulty istot demonicznych, przywołujące gadzie i sprzymierzone z nimi inne istoty. Tamci za pojawianie się brali swoistą zapłatę: ból, cierpienie, strach. Płacili złotem? [zapłata była w złocie] wtajemniczeniami w wiedzę? (np. astrologię). Ludzie budowali im „wieże”, na których lądowały ich pojazdy. Szczegóły niestety, zatarte.

27.IX.1999. Stany wizyjne z przepływem energii, ale nie zawierały nic istotnego. Pamiętam, że patrzyłam z piętra w dół w okno mieszkania w oficynie i stał tam włączony telewizor. Ekran pokazywał – bardzo kolorowe i wyraźne – obrazy lasów, przyrody itd., co mnie rozczarowało. Potem ukazał mi się dziwny osobnik, o wielkich białych oczach ze zwężonymi źrenicami jak u kota, świecącymi z twarzy porośniętej w całości gęstymi, choć krótkimi włoskami. Nie wiedziałam co o nim myśleć, wahałam się w dwie strony, albo demon zakrywający swoją tożsamość, albo… ja.

Xibalba

29.IX.1999. Czytam „Popol Vuh” Księgę Rady Narodu Quiche, czyli Indian Majów z Gwademali. Jest w niej dużo odniesień i zbieżności z Biblią, a także zaszyfrowanych wzmianek o… posągach, służących do przywoływania mocy bogów z wyższych wymiarów.

draco

1 października 1999. W moim pokoju stał telewizor. Na ekranie ukazało się zbliżenie kosmity o krokodylim wyglądzie. I już po chwili ta postać patrzyła na mnie wprost, bardzo uważnie, spoza ekranu. Był to czarny dinozaur, o „twarzy” pokrytej skórą podobną do krokodylej, wydłużonym po krokodylowemu pysku i dużych, smoliście czarnych, migdałowych oczach. Miał skrzydła pokryte czarną błoną, podobne do nietoperza. Spoglądał na mnie bardzo uważnie, był groźny i dziwny, przepełniony niesamowitą energią. Potrafiłby z pewnością działać z krańcowym okrucieństwem. Pomyślałam o majańskich „panach Xibalba” i poczułam wielki respekt, ale nie była to trwoga. Raczej głęboki i, zdaje się, wzajemny szacunek, choć pełen nieustannego napięcia i czujności z obu stron.

[J. Bzoma uważa, że wszystko, co ukazuje ekran telewizora czy komputera we śnie, to transmisja od Boga, a obraz przedstawia nas samych. Zatem nasuwa się ciekawy wniosek…]

14.X.1999. W nocy sen pogłębiony o tych, którzy przeszli w czas Prehistorii, aby stanąć oko w oko z diabłem, niestety szczegóły zapomniałam. Obrazy:
– czarne, błyszczące, gładkie, wielkie czaszki, jakby rzeźby z czarnego szlachetnego kamienia, 3-4;
– wielki blok z tego samego czarnego kamienia, w którym wycięto te czaszki, widzę puste, jasne otwory w nim;
– grupa czarno ubranych kapłanów w ciemności nocy;
– zasada dwóch… weszli tam we dwóch, po dwóch, każdy ze swą parą, aby zbudować podstawy, piramidę, dzięki której można będzie wrócić, lub przywołać innych, resztę, jeden zostaje tu-teraz, drugi przechodzi, potem się zamieniają tak, aby nie było pustego miejsca.

jelen.png

15.X.1999. Obudziła mnie obecność istot. Niewysokie, jednakowe. Mojemu wewnętrznemu oku ukazał się jeleń. Promieniowało z niego wielkie, krystalicznie białe światło i patrzył na mnie szeroko otwartymi, czarnymi i dobrotliwymi oczami Białej Istoty. Goście delikatnie skrobali kość prawego biodra i wyjęli coś, co natychmiast zapomniałam, choć miałam świadomość jawy. Potem prawie do świtu, kilka godzin leżałam bezsennie, czując, że ktoś jest, ciepło na plecach, trzeszczenie koło ucha.

17.X.1999. Czytam książki o Atlantydzie. Moim zdaniem Hans S. Bellamy [w książce „Atlantyda: przyczyny zagłady pradawnego lądu”] był blisko, widząc w Apokalipsie opis zagłady tego lądu, ale zbyt logiczny umysł odciągnął go od tropu i wyprowadził, jak wielu innych – na manowce. Inni, ściągają zewsząd dowody archeologiczne i kulturowe, po pewnym czasie zaczyna to nudzić. Panoszy się myślenie linearne, a tą drogą niewiele można wskórać i nawet trudno pojąć tę przedziwną fascynację, którą odczuwają fanatycy Atlantydy, szukając jej w bibliotekach i na dnie mórz. Narzuca mi się wniosek, że Atlantydzi sami, dla dobra własnego Planu zadbali o to, aby zapomniano o tym lądzie i o tamtych czasach.

20.X.1999. Znów to mdlenie wieczorem, czuję nawet w ustach słodki smak i mrowienie na podniebieniu, co u licha? Zaczęłam czytać „Mitologię Azteków”, przyglądałam się z zainteresowaniem zdjęciom piramid i figurek o dwóch twarzach i trzech oczach, postaci Starego Boga niosącego na plecach ogień (Tohil?) i namalowanej twarzy-masce boga Deszczu.
W nocy sen, który był zbyt prędki i dziwny, aby go zapamiętać, miał elementy rozszerzonego panoramicznie myślenia, abstrakcja, mało obrazów. Pojawił się ktoś o kwadratowej głowie (podobnej do głowy posągu Atlanta na wybrzeżu Jukatanu), niewielki, twardy, z kamienia? Gra. Gracz. Pionek w grze? przez którego stawia swoje stopy na Ziemi Najwyższy? To było archaiczne, nieznane mi zupełnie. Jego przekaz był bardzo dziwny, rodzaj percepcji świata kompletnie nieznany, zjawiła mi się w umyśle jakaś data z kalendarza Majów, coś jak 7-coś tam. Mógłby być straszny w tej dziwności, bo nieprzewidywalny i nie mający chrześcijańskich wzorców dobroci i przebaczeniu, dziki, ale mądry, pierwotny. W jego „oczach” ludzie to pionki, wszystko co żyje to pionki w Grze.
Kiedy się ocknęłam odniosłam wrażenie, że ktoś jest w pokoju, w okolicy regału z ustawioną na nim papierową piramidką, mocny, nieodgadniony, trzasnęła podłoga, gdy się poruszył. Odczuwałam także silne mrowienie z tyłu głowy, u podstawy czaszki lekki ból i wyżej jakby plastry z chłodnej, pozytywnej energii.
I znów sen, to było jak odbiór jakiejś wiadomości telepatycznie. Zapamiętałam: „Jesteśmy w pieczarze… (padła nazwa, której nie dosłyszałam)” – treść się zatarła. Jest ich kilku, znów pojawiła się Data-imię, z której zapamiętałam liczbę 11, składającą się z dwóch członów, coś jak 9+2, wszyscy z kamienia, mali, jakby dziecinne figurki, które mają osobowość i myślą o sobie „ja”.
Obudziłam się z myślą: bogowie z Atlantydy, Tohil, Avilix, Hacawitz wciąż tu są, na Ziemi, czekają. Odczułam ich potęgę, dziwność, to nie są tylko mechanizmy, to wypustki w materię jakichś duchowych, konkretnych jestestw!

26.X.1999. Ze snu o Jahwe przebudził mnie nagle męski głos, rozlegający się jak gdyby w pokoju, wysoko nade mną. Zdumiony czymś i zaskoczony wykrzyknął: „O rany!”. Obudziłam się wystraszona.
Rano sen o Abrahamie, góra czegoś wielkiego i mądrego, jakby zestaw wszystkich ważnych informacji na jego temat podana w jednej chwili, szczegółów nie zapamiętałam.

27.X.1999. O 19.20 mignęła mi za oknem pokoju, na wschodnim niebie kula jasnego światła, spadająca szybko ku dołowi skośnym ruchem. Jej lot zniknął za drzewem, które rośnie przed domem. Światło było zbyt jasne jak na samolot, a race chyba nie spadają płaskim lotem. Pomyślałam sobie: tak jak przed śmiercią wujka „oni” coś zapowiadają. Ale co?
Przed snem przeczytałam 3 artykuły w 5 numerze „Nexusa”. Jeden to uczona „nawijka” Laurence`a Gardnera o tajemnicy użycia krwi w starożytnym Sumerze, służącej do hodowli ludzi, różniących się czymś genetycznie od reszty. Potem relacja Alberta K. Bendera ze spotkania z „MIBami” (czarno ubrani, nieprzyjemni faceci pachnący siarką) w ich bazie na Antarktydzie. Następnie wywiad z niejakim drem Andersonem opowiadającym o pracach specjalnej grupy naukowców amerykańskich nad dyskiem z tajemniczymi napisami pozostawionymi przez „Stwórców Skrzydeł”, znalezionym w odkrytym niedawno kompleksie komór w kanionie Nowego Meksyku, otóż byli to podobno podróżnicy w czasie. Prace nad tajemnicą czasu i zmiany przyszłości są ponoć ostro prowadzone w USA, w kooperacji z grupą istot kosmicznych, w każdym razie nie są to szarzy… A jeśli nie oni, to kto?
Ledwie przysnęłam poczułam, że dzieje się z moim umysłem coś niepokojącego. Migały jakieś obrazy, zniekształcone twarze, percepcja gadzia, a więc intelekt rozwinięty do n-tej potęgi i zupełny brak uczuć. Odniosłam wrażenie, że chodzi o istoty, które przedstawiły się Benderowi.
Rozbudziłam się i zaczęłam mantrować w umyśle, aby zachować koncentrację, zrobiłam znak równoramiennego krzyża. Waliło mi w splocie słonecznym, położyłam tam ręce. I rozbolała mnie głowa (co zdarza mi się bardzo rzadko). Czułam, że muszę zachować czujność i pozostać na jawie. Zastanawiałam się „skąd to wyszło”… Z „Nexusa”? To możliwe, pismo jest tak naładowane podejrzliwością, że nie może oddziaływać na podświadomość pozytywnie.
W krótkich przerwach w skupieniu migały dalej obrazy i zorientowałam się, że dotyczą tajemnicy krwi… Ogromne Skrzydła czegoś jak ptak, lecące na wprost mnie, to było majestatyczne i groźne. W wielkiej, wysokiej kamiennej komnacie unoszący się pod sufitem czterej ludzie z rozłożonymi rękami, jak 4 krzyże, spoglądający uważnie w dół. Twarz kobiety, zniekształcona jak posąg egipski, miała coś wspólnego z Sumerem, pomyślałam, że to Isztar… Szklane naczynie, podobne do wielkiego puchara, pełne czerwonego, rzadkiego płynu, wiedziałam, że to rozcieńczona krew, mieszano go i nalewano do czegoś.

Jecirah

28.X.1999. Przed snem długo studiowałam w pamięci I część Księgi Jecirah. Zaczęły się tworzyć wielkie obrazy i skojarzenia, bardzo ciekawe i poruszające, choć czułam, że to dopiero wstęp. W nocy obudziłam się w transie, w miejscu łóżka stało biurko, pisałam przy nim, gdy nagle zaczął wiać wiatr wewnątrz pokoju, coraz silniejszy, owiewał mi twarz i głowę. Zdumiona przerwałam zajęcie, myśląc, że przecież okno jest zamknięte. Nagle zdałam sobie sprawę, że to Księga Jecirah uruchamia we mnie bezpośredni kontakt z Bogiem, ona jest kluczem do Jego drzwi.

29.X.1999. Przed snem rozmyślałam o Samsonie, próbując pojąć sens tej biblijnej historii. I nagle ukazał się. Obraz potężnego, krępego mężczyzny siedzącego na podwyższeniu, wkładał (lub wyjmował) z niedużego worka kamienne kule. Myśl: Samson był olbrzymem, na koniec obcięto mu członek, nie włosy.
To powiązało mi się z dawnym snem o zadziwiającej pamiątce pozostawionej przez Olbrzymów w Hebronie i zasnęłam z prośbą, aby ta zagadka mi się ukazała, bo może jest zaszyfrowana w historii o Samsonie. Ale, choć Hebron co rusz wracał jako pojęcie, późniejszy sen dotyczył czegoś innego.

30.X.1999. W nocy zdawało mi się, że od strony ściany czuwa całkiem blisko mnie ciemna istota ze skrzydłami nietoperza, Pan Xibalba.

31.X.1999. Ukazano mi czasy po katastrofie atlantydzkiej. Z nieba zleciały ogniste kule i zniszczyły ogromny obszar na Ziemi. Część ludzi przybyła do Egiptu, który był kulturową i cywilizacyjną „wypustką” starej kultury i też tam było ryzyko „kary z nieba”, ale weszli oni w gęsty las, który – mieli nadzieję – że ich ochroni. Były to czasy wielkiego prymitywizmu duchowego. Ludzie modlili się, składali ofiary, urządzali rytuały itp. jedynie w materialnych celach, aby przywołać potrzebne im do życia i szczęścia zjawiska… Hebrajczycy byli potomkami tych, którzy mieli obietnicę, że w ich linii genetycznej urodzi się Następca (czyj, nie wyjaśniono), stąd wziął się zwyczaj obrzezania. Kapłani egipscy niekiedy urządzali rodzaj spotkań, rytuałów z przedstawicielami innych linii przekazu, służyło im to do przywoływania i wywoływania różnorakich energii i robienia przepowiedni. Hebrajczycy byli im wtedy bardzo pomocni, gdyż plemię Dana (mieszkające na egipskiej pustyni) potrafiło sobie radzić z najbardziej ponurą i smutną energią, która się niekiedy pojawiała. Tu przyśniły mi się dwa zwoje papirusu i coś jeszcze (nie wiem co), złożone razem przez kapłanów, oraz fala dźwięku, muzyki o nastroju porównywalnym z marszem żałobnym, ale o wiele bardziej dołującym i wciągającym w depresję, która „spadała” na Danitów, a oni nią sterowali, poruszając rękami, jak dyrygenci, albo wirtuozi klawiatury, w ten sposób łagodzili przez rozproszenie jej wydźwięk i moc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s