Identyfikacja

Jedno z dziwniejszych spotkań po drugiej stronie. Jakże długo mnie ono zastanawiało! Zwłaszcza kwestia identyfikacji istoty, która mi się ukazała. W owym czasie wzięłam ją za Szatana, ale nie tego z rogami i kopytami, lecz Szatana modernistów, Buntownika, Przeciwnika w Grze, Satanaela, ewentualnie jego poplecznika Lucyfera. Dopiero po latach, zupełnie niedawno, odkryłam kim, a raczej czym dla mnie jest owa istota. Z czasem zapewne wyjaśnię jej status bliżej, lecz wymaga to poruszenia jeszcze kwestii poprzedniego życia, czyli reinkarnacji. W każdym razie identyfikacja wartości, jak i tożsamości w owej wizji, jak i w snach w ogólności, bywa zaskakująca, odwrotna, i nie należy mieć pewności, kto „tam” i „tu” jest dobry albo zły, ciemny albo jasny. Podział wartości na dobre i złe jest istotny tylko w świecie małej karmy (1-5).

powieszony

1.II.2000. Sen wizyjny: leżę z mamą w pokoju na piętrze. Już niedużo zostało czasu na sen, bo zegar pokazuje przed 6 (albo 7.00), a tu wchodzi nieproszony pijany ojciec (niższy, niż w rzeczywistości). Boję się trochę o mamę, a poza tym chcę jeszcze trochę pospać przed pójściem do pracy. [W tym czasie od dawna już nie pracowałam w systemie, a ojciec nie żył kilkanaście lat]. On tymczasem jakby nie słyszał, usiadł w fotelu, przewracał w jakimś transie oczami, po czym zasnął. Dopiero po dłuższym czasie obudził się, ja krzyknęłam: „Idź sobie!” i on posłusznie poszedł na dół. Zobaczyłam z okna, że wszedł do pomieszczenia klubu piłkarskiego, na którego progu siedział piłkarz ubrany w polskie barwy narodowe.

[Pijany ojciec to androgyn ze strefy nieprzejawionej schodzący w Grę, czyli w przejawiony wyższy – a dla niego niższy – świat rozgrywających Grę. Rozważając zaś sen jako projekcję to osobnik ów – jako Ja z wysokiej półki – pokazał mi mnie samą. Żyjąc w materii śpię i śnię, pozostając w iluzji – bo to oznacza stan pijany – owszem, bywam w transie – przewracanie oczami – ale niewiele jeszcze z tego rozumiem. Obudzę się później i zapewne zrobię coś, po co tu zeszłam, albo z czym siebie tam posłałam…]

Przebudziłam się i zupełnie nagle spadł na mnie istny koszmar. Ogrom straszliwej, paraliżującej do trzewi energii. Wstrząs zetknięcia bezwzględnie uniósł mnie do góry i chwilę w ten sposób trzymał pod sufitem [to granica 8/9]. Akurat weszła do pokoju mama, znieruchomiała w progu oniemiała z przerażenia, patrząc na mnie szeroko otworzonymi oczami. [Moja ziemska mama była osobą trzymającą się kurczowo dogmatów w obliczu wszystkiego, co wydało jej się szalone i chore, choć wystarczyło, że było tylko inne]. Pomyślałam, że „chwyciło mnie” coś naprawdę dziwnego. Po chwili ocknęłam się w łóżku, w miarę spokojna.
Po jakimś czasie łagodnie weszłam w trans. Poczułam, że zjawiły się jakieś istoty i robią zabieg na moim prawym górnym zębie trzonowym, delikatnie i bez bólu, więc się nie wystraszyłam. Z tego nagle przeniosłam się do wyższej rzeczywistości.

Znalazłam się we wnętrzu drogiego samochodu osobowego, limuzyny, na tylnym siedzeniu. Koło mnie siedział nieduży drobnej budowy mężczyzna, niezbyt piękny, którego najpierw odruchowo wzięłam za mojego ojca. Mogłam z nim rozmawiać świadomie, nie było żadnych zakłóceń. Spytałam go o to, kim jestem… Odpowiedział nie wprost: „No, tak, byłem kiedyś taki jak ty, ale muszę powiedzieć, że nie podoba mi się twoje ciało i ubranie [albo: braki?]. Trudno, już się z tym pogodziłem”.
Zrobiło mi się z jakiegoś powodu przykro, a jego twardość zaskoczyła mnie. Nie spodziewałam się tego po własnym tacie. Przyjrzałam mu się w takim razie lepiej.

Miał kobiece, niezbyt duże piersi pod białą bawełnianą koszulką, twarz o charakterystycznym uśmiechu podniesionych sztucznie dwóch kącików ust [podobnie do istoty towarzyszącej Pippi Langstrumpf w psiej czapce] i ten zaskakujący chłód w obejściu. Chciałam go zapytać o jakieś przepowiednie, ale zapomniałam. On wybiegł na chwilę z samochodu i rozmawiał z jakimiś ludźmi w innym, stojącym z boku, zobaczyłam siedzącą w nim podobnie, jak ja na tylnym siedzeniu ładną młodą dziewczynę o białej gładkiej twarzy. Akcja toczyła się w nowoczesnym mieście, widziałam bloki i ulice. Nagle wpadł mi do rąk przez uchylone okienko w samochodzie pozłacany pieniążek z cyfrą 4 Gr, obejrzałam go i ucieszyłam się, że dostałam coś na pamiątkę od Ojca. Następnie wrócił (przez ułamek sekundy widziałam go jako śnieżnobiałą istotę z czarnymi oczami, która dosłownie wefrunęła do wnętrza limuzyny i przybrała poprzednią postać) i jeszcze o czymś rozmawialiśmy, ale pozostało mi po tej rozmowie rozczarowanie i zwątpienie w siebie.

[4 grosze wskazują na minusowy świat z poziomu 4 mentalnego, w którym wtedy tkwiło moje myślenie o sobie. Była to w istocie podpowiedź-rada, że muszę podnieść swoje poczucie wartości. Niemniej zastanowiła mnie ta duża litera w słowie Grosze.]

Opowiedział mi, że wszystko wygląda inaczej, niż z pozoru się sądzi. O systemie Boga, że to rodzaj stalinizmu, gdzie ciemne masy utrzymują w równowadze Jedynego ze swoimi Sługami. A na pytanie, które mu zadałam odparł: „Jesteś ofiarą Mroku”… i to mną wstrząsnęło. Ocknęłam się na jawie i zaczęłam analizować całe spotkanie.

I znów zapadłam w trans, unosiłam się w jakiejś ciemnej przestrzeni i usłyszałam głos Boga, rozróżniam go, tak wibruje głos Tysiącletniej Istoty. Spytałam Go, czy to prawda, że jest ich dwóch i że toczy walkę ze swoim Ciemnym Bratem. [Pytania zadawały mi się same] Odpowiedział, że tak i coś jeszcze, co zapomniałam, a co kazało mi myśleć, że ta walka jest zaaranżowaną Grą w niższych światach, mającą na celu tworzenie życia i nowych świadomych istot.

Znów się przebudziłam i znów wylądowałam w świecie tej istoty, którą mogłabym wtedy nazwać Przeciwnikiem [a raczej teraz powiedziałabym, to ja byłam jego Przeciwniczką], nie zapytawszy jej przez gapiostwo o imię. Bloki, ulice, jacyś ludzie przechadzający się obok. Przeciwnik był jednym z nich i niczym się nie wyróżniał. Pokazywał mi swój świat. Nie bałam się go. Trochę ogarniał mnie lęk, gdy z nagła ktoś przechodził, ale nikt mi nie robił krzywdy. Tylko postacie były nieco dziwne, niektóre jakby zakapturzone. Jeden z mężczyzn miał na głowie klatkę z drutu (pomyślałam, że w ochronie przed drapieżnymi ptakami wydziobującymi oczy). Jakieś stare kobiety pod kioskiem rozmawiały o nim z wielkim współczuciem, jako o kimś, kogo tam wśród nich nie ma. Podobno został gdzieś „zamrożony”. [Zamrożenie wskazuje na utknięcie w minusowości]. Kobiety miały stare, pomarszczone twarze i szeroko otwierały usta, co przypominało opadniętą szczękę trupa [tak śnią się istoty spoza granicy 8/9, gdzie nikt nie jest żywy względem Przejawienia].

Sam Przeciwnik oprowadzał mnie po swoich włościach z pewną dumą. Zaproponował mi, abym zaczęła dla niego pracować, w zamian zostanę „boginką”. Nie był namolny z tą propozycją. A mnie wydała się tylko tak nieprawdopodobna, że aż zabawna. W pewnej chwili zauważyłam, że starannie unika odkrycia, kim jest przez ludzi, których mijaliśmy. Kiedy mówiłam do niego wprost coś w rodzaju: „to wszystko przecież z siebie wykreowałeś”, on nagle zrobił porozumiewawczą minę, abym umilkła, gdyż obok siedział na parkowej ławce jakiś młody chłopak.
I znów się obudziłam na jawie. Czułam wielkie ciepło na plecach. To budzenie się służyło chyba lepszemu zapamiętaniu spotkania, dlatego było mi dawkowane w pamięci. Bo dość szybko wróciłam do świata ze snu.

Teraz pokazano mi wyroki karzące na niektórych. Zobaczyłam młodego mężczyznę w wielkim, niebieskim szalu na szyi, na którego z prawdziwą złością rzuciła klątwę kobieta (piękna, wściekła), mówiąc: „A tego powiesić! Tak, aby poczuł!”. I został powieszony „na suchej gałęzi” wysokiego uschłego drzewa rosnącego w kącie. Krzyczał z panicznego strachu, a sznur zaciskał się powoli na jego szyi, tak, że żył długo, szarpiąc się i wyjąc z narastającego bólu. Próbował owinąć sobie szyję niebieskim szalem, zarzucił go sobie na głowę, ale pętla zaciskała się nieubłaganie. [Tę sekwencję mogłabym poniekąd przypisać bolesnym skutkom emocjonalnym, których doświadczałam od dziecka, począwszy od trudnych 3-dniowych narodzin z owiniętą pępowiną na szyi].
To się zaczęło przeplatać ze snem i zapamiętałam z niego bardziej sens, niż przebieg akcji. Śniłam poprzez kobietę o jakichś niezwykłych zdolnościach, która ogłosiła publicznie swoje 3 imiona (tu zobaczyłam je napisane coś jak: Than. Ta-Na-Ga?) i działała wraz z drugą kobietą na wielką skalę. Odmawiały wszelkiej współpracy z jakimś ruchem (tu zobaczyłam je schodzące z szerokich schodów przed budynkiem pałacowym), została także mianowana na kogoś w rodzaju doradcy prezydenta i robiła niesamowitą wprost karierę. Oraz wyrwane z kontekstu sceny, które zostały mi w pamięci:
– Stoję w gromadce jakichś ludzi. Ktoś podał mi miękki słodki owoc, gryzę go, ale okazuje się w środku twardy, więc go wypluwam na dłoń. Przypomina brzoskwinię o fioletowym odcieniu. Stojący koło mnie niski chłopak, który mnie nim poczęstował pyta: „Zjesz go, czy mam ci to podać w zastrzykach?”…
– Coś się dzieje z moim komputerem. Ekran gaśnie. Na drukarce jest niewielkie „okienko”, które rozbłyskuje niebieskim światłem.

[Zapewne była to odpowiedź na moje zapomniane pytanie o przepowiednię].

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s