Z dziennika wzięć zapis 8

Gady, węże i prehistoryczne potwory i ważki, Gra z Szatanem tocząca się na Ziemi od najdawniejszych czasów… W mojej głowie odtwarzały się bez ustanku przedziwne historie. Których daremnie szukać w świętych annałach ludzkości.

plezjo

2 lutego 2000 w nocy zaczęłam rozmyślać o Wężu Śesza. Odniosłam wrażenie, że moje ciało zawiera pamięć prehistorycznej ery, w której wąż pojawił się na Ziemi. Uwalniały się jakieś obrazy, wstręty, biologizmy, nastroje, ale wszystko zbyt ulotne, żeby opisać. Nagle weszłam w trans.
Ujrzałam ogromne wężowe zwierzę wodne, podobne do Potwora z Loch Ness i usłyszałam bardzo groźne dźwięki, przypominające warczenie, a raczej porykiwanie. Było to pełne ogromnej, ale kontrolowanej siły. W pewnym momencie potężny ryk przemienił się w głos, który oznajmił: „Największą winę ponosi ten, kto potępia własne ciało!”, po czym głos zaczął śpiewać w nieznanym mi języku. Była to pieśń mocy. Wśród niezrozumiałych słów Wąż wymówił z przyjaźnią moje imię, Ewa, co wzięłam za błogosławieństwo. Po czym ocknęłam się na jawie.

ważka

Po krótkim następnym śnie obudził mnie odgłos zjawienia się jakiejś istoty. Niewielka, chwilę stała w nogach tapczanu, po czym jak spory, dźwięczący w powietrzu sztywnymi skrzydłami owad (gigantyczna ważka) przefrunęła na moje plecy i usiadła na karku, po czym natychmiast wrażenie obecności znikło. Ogromna ważka nasunęła mi wyobrażenie pierwotnych lasów prastarej Ziemi i tak już zostało. Pod zamkniętymi powiekami mignął mi nagle siedzący mi na karku… tygrys w brązowo-żółto-czerwone pasy, a właściwie 2 tygrysy, siedzące jeden drugiemu na plecach. Balamowie [opisani w Popol-Vuh]? A więc oni istnieją naprawdę! Obserwowałam siebie. Nie bałam się, więc istota była przyjazna. Już wkrótce coś się zaczęło dziać z moją głową, jak gdyby dziwna energia rozsadzała ją od środka, a czaszka była dla niej zbyt „sztywna” i twarda, aż do lekkiego bólu. To trwało dość długo. Zapadałam w krótkie transy i sny. Raz usłyszałam piękny kobiecy głos, który zawołał: „Ziem!”. Innym razem poczułam charakterystyczny ból w języku, w miejscu, w którym Indianie przewlekali sobie otwór, aby nawiązać kontakt z bóstwami, a wraz z wrażeniami astralnymi dotyku usłyszałam odgłosy jakiejś rozmowy pomiędzy mężczyzną i kobietą. Mężczyzna próbował „ujarzmić”, „zmusić do czegoś” kobietę, która mówiła do niego dziwnie ostro.

Następnego wieczoru, gdy czytałam książkę o staroegipskich kultach, w pokoju coś wyraźnie i z trzaskiem błysnęło złotym kolorem tuż pod sufitem i poczułam się podłączona do dziwnego prądu, który wydał mi się znajomy. Postanowiłam zasnąć, aby dowiedzieć się czyja to wizyta.
Tej nocy przypomniało mi się, jak wraz z kimś, kogo nazwałam Szatanem (z dużej litery), odbyliśmy wspólnie kilka Gier w innych eonach czasu. Uczestniczyliśmy razem w Grze o kryptonimie Żółw, (która doprowadziła do ukształtowania się skorupiaków z pierwotnej żywej materii w ziemskim oceanie, a potem wyjścia płazów na ląd). W Grze pod nazwą Ryba porzuciłem eksperyment, tj. wnikanie świadomością w ciemność, uznając bezcelowość dalszego podążania w głąb przestrzeni pozbawionej wiedzy o sobie. Wtedy dopadł mnie wściekły wąż zamieszkujący zewnętrzną sferę wibracji pierwszej czakry, raniąc mnie agresywnym i wściekłym kąsaniem.
Było to straszne, bolesne przeżycie i udało mi się je przejść tylko dlatego, że teraz podczas przypomnienia tego ataku ciągle pamiętałam, że to tylko sen, z którego się w końcu obudzę. Szatan jednak pozostał w przymierzu z Mrokiem, aby tu, w świecie ludzi, dokończyć mecz. W ten sposób zajrzałam w głąb czeluści i na jej dnie zobaczyłam twarz diabła. Paradoksalnie rozpoznałam w niej swoje odbicie, własny cień.

W innych snach uzupełnił mi tę historię. Był w niej nagły żal za zmarnowanie czasu na trwanie w iluzyjnym przekonaniu o wysokiej pozycji władcy Ziemi, podczas, gdy inni mistrzowie zdobywali tymczasem kolejne punkty i „ozdobne tatuaże” na swoich ciałach, straszny gniew na siebie i determinacja, aby wykazać się na koniec i w każdy możliwy sposób wspomóc proces ratowania efektów Planu. W którymś momencie swojego rozwoju zauważył, że oszalał i w konsekwencji „odstaje”, czyli pojął swój błąd. Zaczął go osobiście – wraz z tymi, którzy poszli za nim w trudną powrotną drogę – skrupulatnie wszystko naprawiać, odwróciwszy się od samego siebie z przeszłości.

Później jeszcze kilkakrotnie ogarnęła mnie chmura energii, sprowadzająca przedziwną ekstazę. Męski głos zaśpiewał pieśń po hebrajsku, po czym przeszedł na polski i na tle undergroundowej muzyki rockowej, której towarzyszyło niesamowite syczenie „płaszcza węży” zza moich pleców, oznajmił, przenikając sobą każdą komórkę mojego ciała:

– Jestem szatanem i jestem Śiwą. Jestem panem. Jestem twoim cieniem.

Innego razu obudziłam się w stanie snu na jawie i ze zdumieniem wymacałam i zobaczyłam w swojej pościeli liczne, ogromne, zielonkawe węże, czuwające nade mną z wielką uwagą i spokojem.

4 lutego 2000. Pojawiły się za mną wielkie, syczące przejmująco węże (nie był to język dinozauroidów), znieczuliły i unieruchomiły mnie tym głosem, pozostała mi jednak jasność umysłu. Po czym wierciły twardym wiertłem wprost w podstawie mojej czaszki, gdzie wcześniej wetknął mi implant wieloodnóżasty potwór. Towarzyszył im dziwny, podobny do pająka stwór z energii, koloru ognia, wielkości stołu, stojący w głębi pokoju. Odniosłam wrażenie, że pochodził z głębi Ziemi, ze sfer płynnej lawy i był jakimś „aniołem”, czyli istotą pozamaterialną, kontrolującą niższe światy.

Następnej nocy znowu zjawiło się w pokoju coś podobnego. Wiedziałam, bo czułam to, że pochodzi z ciemnej strony, ale zachowywało dystans, stojąc w okolicy regału z piramidką. Chyba było świadome, że mogłoby mnie zbyt przerazić, gdyby się zbliżyło. Dostałam od tej istoty sen, który wyjaśnił mi zasady odwróconej gry, wymyślonej dawno temu przez szatana, wchodzącego w ewolucyjny układ z mrokiem.

[J. Bzoma o pajęczych istotach:
„Pająki mogą to być twórcy objawień. Byty pierwotne, które same siebie nazywają Bóga. Wyglądają jak dziwny pojazd czy pająk, skłębienie korzeniopodobnych odnóży, który nogami może sięgać horyzontu.”]

Przez cztery dni odczuwałam dziwne bóle rąk i pod obiema pachami, przypominały ból po ukąszeniach, ale nie było najmniejszego śladu ukłuć, ugryzień, czy obrzmiałości. Pojawiły się też różne uciski, mrowienia i swędzenia u podstawy czaszki.

8.II.2000. Sen z przepływem informacji o zasadach gry, które wymyślił Szatan. Polegały na tym, że niektórzy uprzywilejowani w ziemskim systemie inkarnowali co jakiś czas z pomocą całego piekła. Ono sprzyjało im do jakiegoś ściśle obliczonego momentu (ten moment wyznaczała ilość zabitych i zgubionych ludzi w ciągu poprzedniego życia, dlatego im zbrodni było więcej, tym lepiej), po czym opuszczało go i zabierało po śmierci do siebie. Wiedza o sposobach wywoływania diabłów i takich zasad została ukryta i można się do niej dokopać. Na ciekawskich czyha już przygotowany piekielny haczyk.

Obudziła mnie obecność czegoś ciemnego, z głębi, ale… przyjaznego. Stało w okolicach regału z piramidą. Zrobiłam znak krzyża, nie uciekło. Może ten sen był informacją od niego.

Rano słyszałam muzykę polskich zespołów rockowych, tekst traktował o Bogu. Przyśniły mi się także jadowite osy atakujące dom i włażące w każdą szparę przez zamknięte okna i drzwi. Uciekaliśmy wcześniej, ale one były bardzo namolne. Podlewałam je trutką. Jedna zagryzła dwie inne, całkiem czarne, z wściekłością frunęła ku górze, ale tam nagle rozbiła się o sufit i upadła.

[J. Bzoma o osach:
„Osy, gniazdo os to kościół katolicki, „żywiący się papierem”, „przeżuwający papier” i „budujący z papieru”, którego przedstawiciele potrafią boleśnie i wspólnie atakować każdego, kto przeczy ich budowli i nie wyznaje obyczaju. Kontrastowe pasy na odwłoku i żądła pełne jadu to zjadliwa agresja.”]

9.II.2000. Ktoś zrobił mi zastrzyk w miejsce po zębie trzonowym i oznajmił: „Martwica!”, co mnie zaniepokoiło, że pod dziąsłem znajduje się jakaś czarna kość. Resztę pamiętam tak fragmentarycznie, że nie nadaje się do zapisu. W wyobraźni pojawia się postać młodego mężczyzny w długiej czerwonej szacie.

apopis

10 lutego 2000. Sen: Wąż starodawny [Obraz, który mi się ukazał w przeżyciu łudząco przypominał staroegipskie, rysunkowe przedstawienia Węża Apopisa w tekstach piramid], czarno-szary, nieskończenie długi, przypominający wijącego się w niezliczonych splotach tasiemca z wielozębną paszczą, kłapiącą wokół siebie z ogromną złością – jest wściekły. Spadł tu na Ziemię dawno temu, podarował swoją wiedzę wybranym. Tymczasem jego ludzie niewiele z niej pamiętają i przystąpią do rozgrywki kompletnie nieprzygotowani.

Obudził mnie gwałtowny i bolesny atak na splot słoneczny. Zdawało mi się, że leżę odwrotnie (zjawisko odbierałam w trzecim ciele), a u wezgłowia tapczanu szalał szary wijący, kłębiący i miotający się Cień. Uderzenia w splot były nieporównywalne z niczym, czego dotychczas zaznałam, gwałtowne i głębokie skurcze prawie zapierały mi dech. Zaczęłam powtarzać imiona, aby odnaleźć równowagę. Czułam, że to gdzieś jest, tuż za bramą świadomości.

I rzeczywiście, ledwie zapadłam w półsen, już wróciło. Tym razem było to coś wrogiego, atakującego od strony pleców. Sięgnęłam lewą ręką; ugryzły mnie i wściekle podrapały dzikie, czarne koty. Pamiętałam, że to świat astralny, toteż nie cofnęłam ręki, choć bardzo bolało i zaczęłam je wyrzucać stamtąd, mówiąc w myślach: „W imię Jezusa Chrystusa wypędzam was!” Zrobiłam kilka razy znak krzyża, na co zareagowały cofnięciem się. W końcu odskoczyły i wybiegły przez otwarte drzwi z pokoju, nadal wściekłe i groźnie oglądające się za siebie na progu. Przypominały raczej koto-psy, a może niewielkie pantero-wilki, o charakterystycznie pochylonej sylwetce hien. Było ich przynajmniej pięć, może sześć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s