Kim jestem?

O Obserwatorze i tożsamości, która w snach może się dowolnie i całkowicie niezauważalnie dla śniącego zmieniać już pisałam na tym blogu tu i tu, oraz tam i tam. Poniższe opowiadanie powstało na bazie jednego przeżycia nocnego bodaj z 2003 roku i właściwie niewiele w nim dodałam od siebie. Dialogi, imiona, skojarzenia. Śniłam ów sen, a może wcale nie był to sen? swoim umysłem, jako ja. Do postaci, którą śniłam doszłam metodą logiczną. Literacka forma była dla mnie sposobem ujarzmienia konfuzji, w jaką popadłam po rozmowie z S. Teraz mogę pamiętać rzecz w trzeciej osobie i mieć dystans. Zresztą, nie była to jedyna historia, jaką przekazały mi istoty metodą umysł-umysł i bohaterowie niebiańskich mitów. Posłuchajcie jednej z nich.

Prorok

Kim jestem?

Jakiś kanał otworzył się w mojej głowie i nagle poczułem w sobie prześmiewczą tożsamość Szatana. Trwało to ułamek sekundy, ale zdążyłem się zatrwożyć.
– Czyżbym to ja nim był? – zapytałem sam siebie zaskoczony i zdumiony, gdy stan utożsamienia znikł tak samo nagle, jak się pojawił.
– Wątpisz w to jeszcze? – zachichotał w odpowiedzi Szatan.
– Jest jeszcze czas. Mogę wygrać – zmobilizowałem siły, aby jakoś oprzeć mu się od wewnątrz.
– Rzeczywiście, masz wybór, ale to jeszcze tylko jedno mgnienie oka. Sam pomyśl, czy cię na to stać.
– Co mogę zrobić?
– Spójrz – odpowiedział mi szatański chichot – Oto leży przed tobą trup Jezusa Chrystusa, cały czerwony, przemieniony w żywą krew. Spróbuj go, zjedz! Zapewniam cię, że jest rozkosznie słodki… Jeśli zdołasz stać się taki jak on, wtedy wygrasz na pewno… – i zaraz potem zapadła głucha cisza.

Pod wpływem tego niesamowitego przebłysku ogarnęły mnie wspomnienia.

Już raz uciekaliśmy z naszej zburzonej stolicy, w kierunku pogórza rozciągniętego gdzieś w głębiach lądu. Trzeba było wrócić do początku i od nowa próbować zmienić bieg spraw. Gwałtownie pociemniałe nad naszymi głowami niebo na długo zakryło się brunatnymi, gęstymi chmurami. Byliśmy świadomi, że musimy znaleźć schronienie, aby przetrwać okres mroku zapadłego po katastrofalnej nawałnicy. Ziemia podległa zjawisku o rozmiarach kosmicznych, a nie lokalnych, jak działo się do tej pory.
Z pociemniałego nieba, na którym nie było widać słońca spadały jeszcze niekiedy pojedyncze kamienie. Upadek każdego wzniecał wiele pyłu, pogłębiał zmrok i gubiliśmy się wtedy z oczu.
Śpieszyłem na czele tych, którzy uciekali i poganiałem maruderów. Niektórzy ciągle jeszcze zwlekali wiedząc, że najgorsze przyjdzie o wiele później. Udało nam się zabrać ze zniszczonej stolicy odwieczną wiedzę zapisaną w świętych zwojach, a także obliczenia czasów i pór, które teraz pracowicie zaszyfrowaliśmy, by nie wpadły w ręce niepowołanych. Nauczyliśmy się haseł i metod rozwiązywania zagadek, żeby odnaleźć drogę w chwili, gdy nadejdą bardziej mroczne i niszczące pamięć czasy. Uczyliśmy ich także nasze dzieci.
Nareszcie, po długiej wędrówce znaleźliśmy dla siebie bezpieczną równinę zamieszkaną przez prymitywną ludność, która pozwoliła nam osiedlić się pośród siebie. Tak samo jak język i stroje, z zapobiegliwym sprytem stopniowo przejęliśmy na własność również większość ich domów. W naszej mieścinie, symbolicznie obwołanej stolicą, połączyliśmy je w jedno, dzięki istniejącemu w tym miejscu pradawnemu systemowi podziemnych schronów, długich korytarzy i rynien doprowadzających świeże powietrze i wodę. Były podobne do tych, z których wyszliśmy szczęśliwie daleko stąd. Przypominały labirynt. Można się było pomiędzy nimi poruszać bezpiecznymi przejściami i schodami nie będąc widzianym z zewnątrz. Mieliśmy przed sobą jeszcze dużo czasu, aby przywyknąć do nowych i obcych warunków, wybrać sobie ulubione zajęcia, towarzystwo, zadzierzgnąć bliskie związki i układy.

Spotkałem tam pewną pannę o płomieniście rudych włosach. Zamieszkała ze mną, obiecawszy mi wierność i najlepszy z możliwych efekt naszej pracy. Imponowała jej panująca pośród nas lojalność, inteligencja, wiedza, spryt i brak względów dla obcych. Była ambitna, wierzyła w możliwość sukcesu i podała mi sposób na pchnięcie przyszłych dziejów w stronę, która mogłaby przynieść nam tym razem zwycięstwo, a nie klęskę. Czasem ogarniały mnie jednak wątpliwości i wtedy zastanawiałem się czy ruda panna jest dobra, czy może zła. Były chwile, gdy wątpiłem w jej uczciwość i oddanie. Była jednak szalona jak nikt z nas, kochała wolność przede wszystkim, a jej twórcza wyobraźnia zdawała się nie mieć granic. W końcu pogubiłem się i przestałem odróżniać, co jest ideą, grą iluzji, a co rzeczywistością i jawą. Tak, to wówczas po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać, kim jestem i co tu naprawdę robię.
Dostałem od niej w prezencie wróżebne karty zawierające prastare runy. Były najgłębszym wtajemniczeniem rodu, z którego pochodziła. Ukryłem talię w królewskim skarbcu. Była pięknie odbita z pieczęci rytych przez mistrza mistrzów, ręcznie malowana i pozłacana, zapakowana w inkrustowane z niezwykłym smakiem puzdro. Karciana wyrocznia przepowiedziała mi „potęgę i chwałę”, a ruda panna zdecydowała się zostać moją żoną.
– Będę żoną króla Ziemi, to postanowione! – oznajmiła stanowczo – A dzięki tym znakom wrytym w pamięć, każdy z tych, którym je przekażemy przypomni sobie wszystko, co będzie potrzebne do wykonania jego misji. I naszego zwycięskiego planu.

W miasteczku dominowali jednak tchórzliwi dewoci bez wyobraźni. Bali się wiedzy zaklętej nie tylko w znakach wyroczni, ale nawet w komentarzach do Xięgi, które rozkazałem spisać. Dokonanych niegdyś przez mędrców ze świętego miasta Atlów i przekazywanych sobie ustnie w obrębie kapłańskiej kasty. Przypisywali im zło, czary i manipulację. Utknęli w swoim uporze jak szaleńcy. Próbowałem ich wielokrotnie przekonywać i nauczać, ale grozili mi klątwą Boga. Za co szczerze Go nienawidziłem. Przyczyną sporu była ona. Kobieta, z którą się związałem. Isabaal. Pogardzali nią, a ona nimi. Dochodziło do kłótni i sporów, także do niszczących starć. Napuszczali na mnie opętanych zabobonnym strachem starców, którzy uwłaczali mi drwiąco.

Już wtedy jasnym się stawało, że marnujemy dany nam czas i wciąż niewiele wskóraliśmy. Niebo, po okresie przejaśnienia znów zaciągało się z wolna, ale nieubłaganie ciemnobrunatnymi obłokami, nieprzepuszczalnymi dla światła. Ich stężała, brudna i ponura barwa dręczyła mnie w snach, zdawała mi się już sięgać głębin niebiańskich przestworzy.

Któregoś posępnego dnia stąpając powoli w górę po wąskich kamiennych schodach pałacu dotarł do mnie starzec Eli. Przysłało go zgromadzenie przerażonych moją nieugiętością mieszkańców miasteczka. Dzierżył w rękach pasterską laskę. Tę samą, którą zapamiętałem w rękach innego starca, sprzed wielu lat, jego nauczyciela. Uspokoił wzburzonych, ale przystanąwszy na progu mej komnaty popadł w prorocze widzenie. Zaczął je wykrzykiwać podniesionym głosem tak, aby tłoczący się za nim zwartą gromadą mężczyźni wszystko słyszeli.

– Królu, przepowiadam czasy, gdy stanie się na wszystko za późno! Nie licz na to, że cokolwiek cię ochroni! Przed Bogiem nigdy nigdzie nikt się nie ukrył, pamiętaj! Oto widzę: spadają na nas z nieba wielkie kamienie. Lecą zrazu wolno, pojedynczo, potem coraz szybciej. Nadciąga potężny deszcz meteorów! Gdy nadejdzie pojmiesz, że nawet w naszych ukrytych i zabezpieczonych podziemnych domach nie przetrwamy, bo jednego dnia, o jednej godzinie runą wszystkie od niebiańskiej ulewy. Będziesz próbował ukryć się w piwnicach, jak szczur, ale nie ma ich wiele. Wciąż za mało, zbyt płytko, aby przetrwać… Słyszysz, królu? Nadciąga burza, o której przecież wiedziałeś od początku! Nie zdążysz niczemu zapobiec. Dosięgnie cię przepowiednia! Żałuj za grzechy póki masz jeszcze czas! Proś o wybaczenie, a być może zostanie ci dane!

Chudy starzec uginał się jakby pod ciężarem sypiących się na niego coraz szybciej niewidzialnych głazów i jęczał już tylko dramatycznie:
– Łup, łup, łuuup!
Ta jego pełna teatralnej ekspresji prorocka opowieść i krzyk obudziły mnie nagle na jawie. Otworzyłem oczy w zupełnej ciszy szarego świtu.

– Masz jeszcze czas. Ale to naprawdę mgnienie oka – chichotał w mojej głowie Szatan.

(2003)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s