Śnienie synchroniczne: temat 2

Tym razem nie umawialiśmy się na wspólne śnienie, choć pewna gotowość była u mnie i u Pawła. Mnie spontanicznie przyśnił się sen, w którym pojawił się Czarny Kolos. I wtedy sformułował się sam z siebie temat kolejny wspólnego śnienia, które z pewnych względów synchronicznym będę musiała nazwać.

Scarlady

Temat 2: Lilith

Śniłam tak jak to mi się zdarza ostatnio – poziom 6. Wspólna sypialnia domu dusz, gromadząca ponoć (wg JB) wszystkie żyjące aspekty mojej duszy. Wśród jakichś kobiet nieznanych mi, w różnym wieku, siedzących w kucki w kole [jak czarownice] w miejscu sali, gdzie nie ma łóżek, Jolka. Przysiadam się do nich, zapalam długiego cienkiego papierosa, który wygląda jak kadzidło i wciągam dym, jakoś słabo się tli [nie mam upodobania do kultów], w końcu oddaję go Jolce, jako bardziej wprawnej w paleniu, tak papierosów, jak zielska. Kładę jej głowę na kolanach, zerkam z dołu na jej twarz, czy ją czas zmienił. Widzę tylko fragmenty twarzy, nigdy wprost, ale rozróżniam, że nie ma makijażu, spoważniała, przestała być krzykliwa i bezczelna. Wstaję i mówię o niej do znajomego: Ona była kiedyś istną Gwiazdą… Jaką gwiazdą? – dopytuje ten, ale nie składa się odpowiedzieć. Tłumaczę tylko, że zachowywała się po gwiazdorsku. Odsuwam się od dziewczyn, teraz idę w kierunku jego miejsca spania po prawej stronie. Zdejmuję po drodze spodnie, ale zasłania mnie długa koszula, a nawet dwie. Siadam na jego łóżku. Łóżko jest wąskie pojedyncze, ja też takie mam. Z tym, że jego jest nieco szersze od mojego i chwilę rozważam pomysł, aby tu z nim spać tej nocy. Ale rezygnuję. [Jak widać obyczajowość w tej przestrzeni była nader swobodna i nieskrępowana]. Skądś znam tego młodego człowieka – zastanawiam się. Jest dość niespotykanym mężczyzną, jeśli tak go polubiłam. Z boku stoi grubas w wieku odpowiednim, w czarnej połyskliwej koszuli opiętej ciasno na wystającym tłustym brzuchu, pewnie chciałby do mnie zagadać, ale obecność młodego go peszy. Tylko patrzy. Sypialnia była dużą salą z łukowatym sklepieniem, coś zaczęło klekotać w ścianie i pojawiła się grupka „klekarzy”, by znaleźć źródło awarii instalacji, nie było wiadomo czy elektrycznej, czy innej. Zaczęli wycinać dziurę w gipsokartonowej białej płycie (po środku Ekranu snu w kierunku na prawo). Najpierw niewielką, potem coraz większą. W końcu odkryli duże łukowate przejście w czerwonej ceglanej jakby zamkowej ścianie. I sobie poszli. Zajrzałam tam z moim młodym znajomym i ogarnęło mnie zdumienie. Przejście otwierało wlot do ogromnej otchłannej studni, w której sterczał kolosalny czarny mężczyzna, wystawała tylko jego czarna głowa ze świecącymi jasno/biało oczami bez źrenic. Patrzył wprost na nas.

Po obudzeniu się rozpoznałam w młodym znajomym PZ. Wyraz klekarze skojarzył mi się już we śnie z klekotem i bocianami. Zawiera w sobie słowo: lekarz. K-lekarz. Specjaliści od (zwiastowania) narodzin nowej świadomości wykraczającej poza strefę 1-5? (czerwone ceglane wejście to brama 5/6 wiodąca przez karmę). Ów kolos, jak wcale nie cień nie przestraszył nas, był to ktoś budzący szok, ale i podziw, potężny, kto samodzielnie przebrnął przez otchłań i zaczął wyrastać ku górze. Pewnie dobrze, że Jolka przestała gwiazdorzyć, bo potrzeba skromności, aby go/tak ogromny cień zintegrować.

Ten sen, a raczej czarny olbrzym z białymi ślepiami zainteresował Pawła. Wkrótce napisał do mnie:

PZ: Spałem teraz, bo nie spałem w nocy, pytałem kim jest olbrzym z twojego snu… Przyśniła mi się kobieta, która mieszkała pod 12 w bloku. Ciężko było ją tam odnaleźć, nie wpuszczała każdego. Ja ją dobrze znałem. Była nimfomanką, zawsze nago chodziła, zamiast bielizny miała łańcuszki na ciele, srebrne lub złote. Miała z naszym kolegą uprawiać seks. Ale on się bał i zrezygnował, wszystkim kopara opadła, że nie chce (On jest prawiczkiem), ona powiedziała, że nie może tego zainicjować, on musi zacząć, no i mniej więcej tyle. Ja do niej chodziłem po kryjomu przed wszystkimi. Takie wspomnienie we śnie miałem.

ES: Ha, ciekawa postać. Bogini z 12. Ktoś jak Lilith!

PZ: Zdawała się moją przyjaciółką z kiedyś. Ja początkowo myślałem, że mieszka pod nr 6, ale potem przeskoczyłem w inną postać chyba i mówię: nie, ona mieszka 11/12. [Czyli ma swoją delegaturę na 6 poziomie! Jak w moim śnie z Jolką]. Szło się labiryntem. Za pierwszym razem prowadził ktoś inny i szliśmy pod 6. I ślepa uliczka, nikogo tam nie było. Nie szło przejść dalej. Więc cofnęliśmy się, ja zacząłem prowadzić, skręcaliśmy w bok i w górę, i drzwi były do niej po prawej i prosto tam weszliśmy. Po drodze jakaś lokatorka niższego piętra wołała, że my idziemy zapewne do tej kobiety, ja zakryłem twarz, by mnie nie widziała [Niższe poziomy mają nieszczególne zdanie o obyczajowości L.]. Nie chciałem być rozpoznany, potem stałem się na własne życzenie niewidzialny [!] na tych schodach, by mnie nikt nie zobaczył. Do mieszkania weszliśmy bez pukania, kolega otworzył, byłem nieco zdziwiony, bo tak się nie robi [bezceremonialność, czyli nie potrzebuje specjalnych rytuałów i kajania się, żeby się do niej dostać]. Weszliśmy i scena się zmieniła. Nie pamiętam już co się działo, no i potem była akcja z kolegą, który nie chciał wejść w stosunek z nią…

ES: Z wielu względów to ciekawe, co śniłeś. Ta postać Lilith, bo to zapewne ona jak sądzę, to „moja” Liliana z opowieści Ogrodnika! W moim śnie o kolosie wystąpiła jako Jolka (zresztą i we śnie-opowieści wystąpiła z jej rysami). Patrzyłam z dołu na jej twarz w górze, jak na Gwiazdę, która zbladła. Życie tej mojej dawnej znajomej też symbolicznie pasuje do tej postaci. Bezczelna i nieco wulgarna piękność łamiąca serca facetów, kręcąca się przy szkole filmowej, a jej największa rola to statystki, pijanej prostytutki w pewnej erotycznej komedii. Chyba uszykował się samoistnie ciekawy temat.

PZ: Oki! Ciekawie, tylko pomimo tego, że to była Lilith, była bardzo miła wobec mnie. Zobaczymy, co dalej z tego wyniknie.

ES: To prawdziwie stara piękność. Choć czasem śni się jako mała dziewczynka, lolitka, wyuzdana kochanka starych pedofilów.

PZ: Masz może jakiś artykuł o Lilith na blogu?

ES: Nie. Ale ogólnie rzecz biorąc kim i skąd pochodzi opisano na Wikipedii. Można trochę znaleźć na blogach czarownic. Na przykład na blogu Faridy, jest kilka wpisów o Lilith z punktu widzenia psychologii głębi, jako archetypu i cienia kobiecości. Lilith to także obiekt, a raczej jeden z punktów środkowych eliptycznej orbity Księżyca , uwzględniany w astrologii. Można o nim przeczytać na Tarace.

Temat wciągnął mnie samoistnie. Czarny kolos okazał się mniej ważny, niż Jolka – stara gwiazda, która zbladła. Może w rzeczywistości (na jawie tej strony) Lilith to konkretna gwiazda? Lub miejsce na niebie?

PZ: Dziś przed snem poprosiłem WJ o inspiracje odnośnie śnienia, tzn. by mi jakieś pytanie przyszło. Ale nim mnie natchnąć miało do sformułowania pytania, usnąłem.

ES: W moich snach-wizjach nazwano ją najstarszym aniołem świata, którego domeną jest wolność. Ona chroni buntowników i rewolucjonistów. Tych, co staczają się aż do piekła zwodzi, ale chroni tych prawdziwych, wznoszących się. Widziałam jej „prawdziwą twarz”, łysa stara pomarszczona kobieta z męskimi rysami, o skórze w kolorze rudym. W innych snach była wiotka, wysoka i piękna, choć bardzo stara, starość była jej tajemnicą, czasem skrywaną za grubym makijażem. Ale to są sny, czyli symbole przenośnie. Może chodzi o bardzo starą rasę istot z poprzedniego cyklu rozwoju wszechświata. Czyżby to byli moi czachulce SPOZA? Albo ich dusza? Z opowieści Ogrodnika wynika, że zamącili coś w genetyce powstających istot ziemskich w poszukiwaniu rozwiązania dla swego problemu. I maczali palce w powstaniu dinozaurów, które weszły w ewolucję. Ta pobladła Gwiazda z mojego snu (pisana z dużej litery), która przestała być gwiazdą… to podpowiedź… Zaś te łańcuchy na niej, które widziałeś… Chodzi o łańcuchy karmiczne zapewne.

PZ: Mnie się ona śniła jako piękna kształtna kobieta. A taka chuda wysoka, ciemne włosy, kiedyś, jak byłem wśród naukowców obcych, chciała mnie zwieść energią seksualną… ale ją przechytrzyłem. Mówiła we śnie, że taki ładunek energetyczny będzie długo zbierać, a ja jej go pozbawiłem i była pod wrażeniem, że dałem radę.

ES: Śniła mi się wiele razy jej wersja młoda, zapewne ze strumienia wstępującego – jak teraz mniemam. W kilku snach. Zawsze miała na imię Lisek. I była rudawa, piegowata, charakterystyczna (te wizyty rudej Pippi Langstrumpf swego czasu, to pewnie ta sama istota!), w sumie pozytywna osoba, sufrażystka.

Wtedy Paweł podesłał mi zapis swojego niegdysiejszego snu. I tu okazało się, że dzieje się coś szczególnego. Bowiem w tym samym czasie napisała do mnie koleżanka Monika, podsyłająca mi od lat niektóre swoje sny. Teraz też je miała i wydały jej się dziwne. Nie bawi się w śnienie inaczej, lecz medytuje, i uprawia różne techniki, mające przywrócić jej swobodę i uwolnić od karmicznych klątw i trudnej pamięci przodków. Najpierw wyśniła czaszkę (jakby mojego czachulca!) na tarasie w domu dziadków, która jej coś przynosiła w ustach. Później siedziała na kolanach Szatana i całowała się z nim [Lilith w mitach uważano za żonę Szatana]. Szatan wywracał „diabelsko” oczami. We śnie kolejnej nocy schodziła w dół w podziemne lochy i tam natknęła się na „złą królową” podobną do Angeliny Jolie, głaszczącej geparda… Uznałam wstępnie, że to jej cień, lecz teraz opowieść Pawła natchnęła mnie, by nadać owemu cieniowi imię.

PZ: „Widzę kobietę, brunetkę, podobna do Angeliny Jolie z filmu Czarownica, bardzo szybko ruszającą się na boki. Jej twarz nienaturalnie prędko się obracała, wręcz skakała. Lewo lewo lewo Prawo prawo prawo prawo, takie skoki. Obserwując ją, było to bardzo nieprzyjemne odczucie. Czułem od niej coś, co mnie wewnętrznie przerażało, cały byłem rozdygotany i wystraszony. Teraz jak to piszę, to też odczuwam jakiś niepokój, strach przed tą kobietą. W notatniku zapisane mam „była jakby poczwórna, uwięziona w piramidzie, w niewoli ruszała mechanicznie bardzo szybko głową” – ten widok strasznie źle na mnie wpływał, przerażało mnie to. Ktoś jej odchylił głowę do tyłu i przywiązał liną. KLIK. Coś jej zrobili i kobieta była spokojna, patrzyła przed siebie w jeden punkt, wprost na mnie.”

ES: O! Ciekawe. Piramida=matrix, zamknięta przestrzeń, starożytny Egipt. Próba ucieczki, mechanizm, kontrola, uwięzienie. Angelica=Anielica/Jola… kombinuję… Myślę, że mamy o czym myśleć. I śnić.

Monice, niczego jej nie tłumacząc, kazałam zadać pytanie przed snem, kim jest owa „królowa”. Odpisała następnego dnia:

M: Hej Ewo, w dzisiejszym śnie nie było już czarownicy. Za to byłam wraz z moją Mamą i Tatą w mieszkaniu moich Dziadków. Z drugiego pokoju zawołała mnie Mama, żeby mi pokazać wielką ćmę o nazwie Eszeboszoloza (Eschebosholoza), która ukryła się pod biblioteczką w małym pokoju. Ćma już kogoś zaatakowała wcześniej, teraz chciała zaatakować Mamę. Mama miała mi ją pokazać i świeciła tam sobie latarką, ale ja jej nie widziałam. Jakoś po obudzeniu się wiedziałam, że muszę to imię zapisać jako nie sz tylko sch.

Tak mi jakoś zaraz przyszło do głowy, że spotkała Lilith… Sprawdziłam wszystkie swoje tegoroczne sny, w których wystąpiła Monika. I bum! Wszystkie miały symbolikę Lilith, jeden nawet jej wizję.

Monika zaczęła szperać w sieci i odkryła ukryte znaczenie imienia ćmy. A także w ogóle jej motylej postaci… Spójrzcie na ten relief… i szczególny kształt skrzydeł bogini, co przypomina?

Babylon-relief

M: Oooo, Eshebo to taniec izraelski! esh po hebrajsku znaczy ogień i jest rodzaju żeńskiego. A Hebe to bogini i uosobienie młodości, szafarka nektaru i ambrozji na Olimpie. Jest też Shosholoza – taniec jakiegoś plemienia południowo afrykańskiego, [zawołanie] które było śpiewane głównie przez pracowników kopalni i mówiło o ciężkiej pracy. A znaczenie to: Iść do przodu. Lub: zrobić miejsce/przesunąć się dla następnego człowieka. Pomyślałam, że to ma znaczenie. Że ćma to połączone nazwy dwóch tańców. A ja się teraz na taniec zapisałam!

W takim razie i ja zapytałam wieczorem o Lilith, kim/czym jest i czego od nas „chce”, pojawiając się spontanicznie, bez żadnej naszej inicjatywy w snach moich, Pawła i Moniki.

Rwące się, słabe obrazy. Zapamiętałam tyle: pływam chyba motorówką, bo tak szybko po powierzchni wody, w zbiorniku wodnym ograniczonym wysokimi marmurowymi nabrzeżami w kształcie prostokąta. Pęd porywa mnie, jest wspaniale! Ktoś tą łodzią steruje, nie jestem sama. Przewodnik, bo ja zwiedzam to starożytne miejsce i głównie patrzę. Płyniemy po przekątnej w jeden z rogów zbiornika, tam zawracamy szybko wokół jakichś sterczących z wody pozostałości budowlanych, może cokołów i płyniemy znów prosto, tam znów zwrot, jakoś przypomina mi to specjalną pętlę. Rzecz dzieje się w pełnym słońcu. Zbiornik przylega do cypla, na którym sterczą resztki murów kwadratowej świątyni. Strzegą ich chyba trzy, lub cztery postumenty, dwa tuż przed nią, jeden czy dwa w głębi na niej? albo za nią, na których są wielkie niezamknięte pierścienie, osadzone ruchomo, mogły się kiedyś obracać. Wiem, że były w nie kiedyś oprawione zwierciadła ze specjalnego szkła, teraz to już tylko resztki ram. Manipulowano nimi w specjalny sposób, to musiała być wysoka technologia wytwarzająca jakąś energię lub niesamowite zjawiska!

Potem stoję przed okienkiem kasy. Za nim dwaj kasjerzy, urzędnicy. Przy mnie stoi po prawej mężczyzna, który chce u nich załatwić nielegalne pozwolenie na coś. Nie ma potrzebnych papierów. Wrzuca im przez okienko wyszukane i drogie towary żywnościowe, puszki, jakieś starannie opakowane serki. Pojedynczo, urzędujący szybko chowają je i wciąż chcą więcej. Ja zasłaniam mężczyznę tak, aby nikt z zewnątrz nie zauważył dawania łapówki.

Hipnagog: czerwone kobiece usta/Szczelina.

Oto wyniki śledztwa w necie. Sumeryjski relief z Lilith (obrazek powyżej) stojącą na kotach [gepard!] wśród sów trzyma w obu rękach dziwne pętle.
Ma swój odpowiednik w reliefie z innego regionu i innej kultury, bogini Ereszkigal (jak ćmie było na imię?…). Podobnie jak Lilith, skrzydlata Ereszkigal stojąca zamiast na kotach, na koziorożcach, nie trzyma jednak w rękach nic, lub zostało to z jakiegoś powodu wytarte. Jej skrzydła nawet bardziej przypominają skrzydła nocnej ćmy.

ereszkogal_kozio

Egipska Izyda przedstawiana z podobnymi skrzydłami nosiła na głowie lustro w identycznych ramach, które ujrzałam we śnie. Niektórzy utożsamiają te dwie boginie, a ich pozostałością w katolicyzmie może być kult czarnej Madonny.

Izyda

Tak oto zaczyna być zrozumiały dziwny ruch kobiecej twarzy ze snu Pawła, jak i to, że została ona tak mechanicznie unieruchomiona. Patrzenie wprost w oczy to jak w lustro.
Podobnie ja patrzyłam z dołu w górę na twarz Jolki, którą widziałam dziwnie fragmentarycznie z różnych stron, nigdy wprost.

Ogromne zwierciadła, których kształt pozostał odwzorowany na głowie Izydy musiały istnieć przy jakiejś starożytnej świątyni przyległej bezpośrednio do sztucznego zbiornika wodnego. Kapłani tej świątyni potrafili sterować owym urządzeniem, które wytwarzało jakąś przerażającą energię lub zjawiska, dlatego Paweł we śnie był przerażony. Być może miało ono związek z niewidzialnością. Ważna jest również pętla, fragment łańcucha.

Najprawdopodobniej, sądząc ze snu, gdzieś pozostają ślady tej machiny, zapisy lub resztki, które są strzeżone przez państwo, na którego terenie się znajdują.

W Rosji, jeśli wierzyć doniesieniom, od lat pracuje się naukowo nad zastosowaniem zwierciadeł do różnych dziwnych eksperymentów, w tym szuka się drogi poprzez czas. Ich wynalazcą jest niejaki Kozyriew.

Reklamy

1 myśl w temacie “Śnienie synchroniczne: temat 2”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s