Wspólne śnienie: Źródło obfitości

Tak naprawdę niniejszy wpis miał być poświęcony mojej poprzedniej inkarnacji, a nie temu, co widnieje w jego tytule. Jednak drogi snów bywają meandryczne i potrafią zaskakiwać świadomość. Sami się przekonacie.
Postanowiłam dać tutaj dłuższą opowieść o tym, w jaki sposób przypomniało mi się i jak je odkryłam w realu – moje inne wcielenie. Dlatego najpierw zdecydowałam się zadać śnieniu istotne pytanie, aby otrzymać odpowiedź utwierdzającą moją pewność siebie w tym temacie. Oto, co z tego wynikło.

Położyłam się wcześnie, ale wewnętrzne rozedrganie wzrastało, zamiast się uciszać. I wszystko było pomieszane. Mimo tego hałasu telepatycznego (cisza przedwyborcza!) poprosiłam czachulca, mego ibbura o temat, który sobie wcześniej wymyśliłam: Czym/kim dla mnie jest Aleksander S. Co nas łączy? Dlaczego i po co przyczepił się do mnie na tak długo?

Zasnęłam. Ze snu zapamiętałam strugę rzeczną płynącą z prawa na lewo, przegrodzoną śluzą. Staliśmy na śluzie i wypatrywaliśmy ryb w wodzie, sprawdzając przy okazji jej czystość. Śluza zwężała przepływ wody do szerokości 2/3, 1/3 albo całkowicie. O, są! Krzyknęłam pokazując jakieś nieliczne kształty pływające w wodzie po lewej stronie śluzy, ale mój niewyraźny towarzysz nie był zadowolony z ich ilości. Przeszliśmy na drugą prawą stronę, a tam zgromadziła się już spora ławica, próbując przepłynąć przez zwężony teraz do 1/3 otwór przegrody. Ucieszyło mnie to. Zależało mi na tym. Wróciliśmy na drugą stronę śluzy, tutaj z otworu wydostawały się jakby przemielone/pomniejszone/rozdrobnione rybki, które przed śluzą były całkiem spore. Było widać ich wielką ilość, ale były tak małe, że tworzyły jakby na pół bezwolną i bezkształtną raczej czarną i zwartą masę w wodzie. Poczułam rozczarowanie.

[Rozpoznałam strumień świadomości przedzielony granicą z czymś podobnym do koła karmicznego, co było małe, niejasne i ciemne.]
Ten sen jakoś wcale nie wydał mi się odpowiedzią na zadane pytanie.

Komentarz JB: Zator wodny minusowo naśladuje granice 5/6 i 8/9. Mielenie ryb to pomniejszanie ich gabarytów, mikropsja. Śluza zatem naśladuje pracę Kryształowego Wiru w sposób odwrotny czyli minusowy.

W dzień wyciągnęłam karty Tarota, aby zrozumieć ów sen. Odpowiedź jednak najwyraźniej dotyczyła pytania, które przedtem zadałam, a nie snu!

Karta snu, wybrana świadomie: 8 Kielichów (jasnowidzenie na odległość przez czas i przestrzeń, kanał świadomości)
Powód snu z przeszłości: 5 Mieczy [Była śmierć przez ugryzienie, niezabliźniona rana]
Sprawa, której dotyczy sen: X. Koło Fortuny [czyli koło karmy, intencja dotyczyła reinkarnacji]
Przesłanie snu: XX. Sąd [odrodzenie w nowej postaci, karta przedstawia człowieka wynurzającego się z grobu]
Jak zareagować na sen: VIII. Moc [zintegrować tamtą osobowość, nie odrzucać]

Dostałam jasną odpowiedź, tak, byłam kiedyś Aleksandrem i nie jest to postać, której pamięć została karmicznie dopisana z linii mojego rodu obecnego. Żadne Niemowy/Pająki nie wpisały mi jej także sztucznie, aby skrzywić moje myślenie o sobie i drodze duchowej. Moja obecna tożsamość jest oczywiście kimś innym, ale ma z nią powiązanie kontynuacji i odczucie przynależności. Jednak tej odpowiedzi nie umiałabym wysnuć ze snu o śluzie na strudze. Jak się okazało karty odpowiedziały w zadanym temacie snu z kolejnej nocy! A sen o minusowym przejściu granicznym jeszcze się rozwinie w nowy i niespodziewany dla mnie sposób.

Kolejnego wieczoru zaproponowałam Pawłowi Z. współ-śnienie w moim temacie. Który mu zdradzę później.
Przed snem wysłałam prośbę do czachulca o wyjaśnienie mi, kim naprawdę był/jest dla mnie Aleksander S. W sposób dla mnie czytelny i zrozumiały.
Ponieważ sen długo nie przychodził myśli zaczęły nawiązywać do różnych innych snów, co rusz je porządkowałam i zadawałam znowu pytanie, które w ten sposób stało się bardziej wielorakie: do czego służy ta druga osobowość i czy istnieje jakiś specjalny powód jej manifestacji? Co z tym mam zrobić?
W pewnej chwili przed zaśnięciem poczułam link z Pawłem.
W końcu zasnęłam i od razu było niezwykle.

Wpadłam w silny trans.
Ukazał mi się Aleksander, najpierw jego twarz, zauważyłam, że wygląda dziwnie, ma dwoje różnych oczu. W pierwszej chwili zidentyfikowałam jedno, prawe jako moje, a drugie jego. Ale zaraz było to jedno ludzkie oko, a drugie całe czarne, większe, „kosmiczne”. [rozumiem, że jesteśmy oboje częściami wyższej istoty]. Potem leżał na wąskim łóżku w swoim pokoju, odwrócony do mojego wzroku plecami, spał nieporuszenie. Wokół niego snuły się jakieś cienie, dwa, może trzy, jeden największy, lgnęły do niego. Może jednym z nich jestem ja teraz? – przemknęło mi przez myśl i zawołałam: Aleksandrze! Ani drgnął, może miał teraz koszmary, jak mi się śniło o tym kiedyś. Tak jakbyśmy kontaktowali się ze sobą poprzez czas, pomimo czasu, oboje w swoich aktualnych liniach życia.

Komentarz JB: Co do posiadania wcieleń, dawnych i przyszłych, to nie my mamy takowe, a nasza Dusza 7. Jednak dla niej one wszystkie są jednoczesne, jako aspekty, jak korzenie Drzewa Życia. My możemy sobie to nazywać jak chcemy – jako nasze, w porządku czasowym, ale to tylko figura retoryczna.
Tak, to jest dla mnie oczywiste i zrozumiałe od dawna.

I teraz uwaga, zaczęło się coś, co niosło wielką inspirację. I raczej nie dotyczyło już zadanego pytania. Być może do tej podróży nakłonił mnie rodzaj transu, zsynchronizowanych obu półkul mózgu (Aleksander byłby wtedy tą drugą, Jang). Tej nocy, dodam, Księżyc miał randkę z Neptunem w znaku Ryb, a to była mocna energia startowa.

niecka

Dalszy sen: Z tego transu wyszłam na jakąś przestrzeń, nie zmieniając stanu świadomości. Spotkałam tam Pawła Z. To był parking przed dużym starym halowym budynkiem na poły przemysłowym [podpowiedź odnośnie tematyki: przemysł to technologia i metoda, w jakiej dziedzinie odkryję to później], spotkanie odbyło się w jakimś samochodzie, pewnie jego [w ciele subtelnym].
Rozpoznaliśmy się i Paweł z uśmiechem zaprosił mnie do biura firmy, w której pracował, mieściła się w owym budynku nieopodal. Na korytarzu spotkałam dziewczynę Pawła. Sympatyczna, rozluźniona. Ponieważ trzeba było na kogoś poczekać ćwiczyłyśmy poruszanie się siłą umysłu, chciałam na rozkaz przepłynąć ponad podłogą tego długiego korytarza do przeciwległych drzwi, ale nie udało się ani mnie, ani jej. Trzeba było podejść zwyczajnie na nogach [samodzielne próby wpłynięcia na poziom świadomości, a z tego na bieg rzeczywistości i osiąganie celów nie mają stosownej mocy]. Nagle pojawił się Paweł [dziewczyna znikła, czyli występował w swojej wersji Jang i In na przemian, a najprawdopodobniej ubrał się w niego/nią „mój” Hermafrodyta] i zaprosił mnie do wnętrza biura.
Podał mi jakąś książeczkę w czerwonej płóciennej okładce, starą i wytartą. To miała być umowa z firmą do podpisania przeze mnie. Zajrzałam do środka, część wydrukowanego tekstu była całkowicie zatarta ze starości i nie do odczytania, ale pierwsza część książeczki była w lepszym stanie. „No, dobrze, zapoznam się” – zgodziłam się i to było równoznaczne ze złożeniem podpisu i podjęciem się pracy dla firmy (miała coś wspólnego z wydawnictwem). [Przejście przez granicę 5/6 uwarunkowane cyrografem, coś za coś].

Wtedy wziął mnie na bok jakiś starszy (wiek 50-60) niewysoki mężczyzna. [Na drugi dzień, sprawdzając podpowiedzi ze snu w internecie odkryję, że był to Wallace D. Wattles, twórca pierwszych książek o źródle obfitości]. Zaprowadził do drugiego pokoju [przejście przez granicę 5/6]. Wnętrza były jak w mieszkaniach w starych kamienicach, wysokie pokoje i drewniane dwuskrzydłowe wysokie drzwi. Kiedy, stanąwszy pośrodku pokoju rozejrzałam się zauważyłam, że po lewej stronie na materacach położonych wprost na podłodze siedzą dwie staruszeczki w długich szatach. Wydawały się miłe, uśmiechnięte i nie zwracały na mnie uwagi. Nieco dalej, trochę za mną, w głębi, kiedy tam się odwróciłam po lewej u dołu zauważyłam jeszcze jedną, podobną. Wszystkie miały szaty w bladych błękitnawych kolorach. [Trzy Mojry, jedna przecinająca nić żywota w sferze piekielnej Ekranu snu]

Starszy pan przez chwilę o czymś gwarzył ze staruszkami, a potem podszedł do mnie i orzekł, że staję się zbyt zimna, trzeba coś z tym zrobić. „Rzeczywiście” – zauważyłam i poczułam lekki chłód w pokoju. Wiedząc, co to oznacza, [że tracę energię na rzecz minusowości] zaczęłam robić ćwiczenia gimnastyczne, wirując obiema wyprostowanymi na boki rękami i to mi szybko przywróciło ciepło, a nawet znaczne gorąco w dłoniach. Starszy pan uśmiechnął się z zadowoleniem. Potem działy się jakieś rzeczy, gdzieś byłam, coś zwiedzałam, obserwowałam z góry, wyższego piętra patrząc w dół, kilkumetrowego strażnika w ciemnoszarych dżinsach i koszuli, stojącego spokojnie i nie interesującego się mną, reszta umknęła mi z pamięci. [Pokazywano mi przestrzenie 6-8 i widziałam zapewne Kolosa/cień ludzkości w barwach poziomu 8.1].

Pojawił się znowu Paweł. Siedząc z mojej lewej pokazał mi mapę, wskazując wymownie palcem kolejno na trzy punkty na niej. Patrzył na mnie za każdym razem znacząco, jakby mówił: „Zapamiętaj położenie”. [I szło o zapamiętanie po obudzeniu ze snu].

Pierwszy punkt znajdował się na mapie Polski, w okolicy Świnoujścia, na Odrze, [lewa strona, stary teren Niemowów z 8 poziomu] wzięty ołówkiem w okrąg, drugi na przeciwległym krańcu wschodniego Pomorza, gdzieś przy granicy z Rosją [prawa strona, teren Czerwonych z małej karmy], też obwiedziony i też był tam jakiś zbiornik wodny, jezioro albo zatoka morska, to nie było wyraźne i się zmieniało, gdy patrzyłam. Trzeci zaś znajdował się aż za biegunem północnym, [na mapie kierunek północno-zachodni, punkt przekraczający biegun i znajdujący się na drugiej półkuli] gdzieś na zamarzniętej arktycznej wyspie podobnej do Grenlandii w pobliżu Ameryki, częściowo pokrytej większym od niej lądolodem. Była tam pośród lodów zatoka wzięta w kółeczko, a przy owej zatoce jakiś mniejszy zbiorniczek, nader ważny, do którego dojście i namiary do niego są trudne i zatajone. [Wszystkie punkty tworzyły istotny umowny trójkąt. Może orientacyjny].

Kiedy już wszystko zapamiętałam oczywiście udałam się w drogę do tego miejsca, zwanego miejscem obfitości, a może źródłem obfitości. Zabrali mnie wysocy żołnierze amerykańscy z oddziału lotniczego pełniący tam służbę ochronną. Mieli w sobie coś bladożółtego, może elementy mundurów i kolor samolotów [pobliże granicy 8/9]. Byli przyjaźni i mogłam robić, co zechcę. Łatwo odnalazłam zaznaczoną na mapie morską zatokę. Ograniczona betonowymi brzegami w kształcie prostokątnym miała wysokie brzegi schodzące w dół ukosem. W dole była niezamarznięta ciemnoniebieska [zło osobowe, minusowość] połyskliwa woda morska, trwająca prawie w bezruchu [niecka w wersji minusowej]. Wiedziałam, że to niebezpieczne, zostałam ostrzeżona, ale postanowiłam dostać się dalej, a to była jedyna droga. Zsunęłam się po skośnej ścianie brzegowej w dół, zamierając ze strachu. Bałam się całkowitego zatonięcia. Strażnicy patrzyli na to z góry i liczyłam w duchu, że mi pomogą, gdybym wpadła w większe tarapaty. Dostałam się do wody, ale ku swej uldze odkryłam, że woda jest tak gęsta, może od znacznej zawartości soli [jak w Morzu Martwym], a może z powodu niskiej temperatury, że nie zapadam się zbyt głęboko, najwyżej na wysokość pasa [do granicy 5/6 czyli w świecie dualizmu wartości]. Dało się chodzić w ten sposób przez wodę i oczywiście ruszyłam zaraz ku przeciwległemu brzegowi, wydostałam się bez problemu i odnalazłam owo jeziorko obfitości.

Był to maleńki, słodkowodny akwen z ciepłą jak na warunki klimatyczne Północy czystą przeźroczystą wodą, o naturalnych brzegach, w wydłużonym wrzecionowatym kształcie [Szczelina!]. Wyrastały z niego jakieś rośliny, kilka dużych grzybów o cienkich nóżkach i białych kapeluszach, podobnych do powiększonych rozmiarowo psylocybów, wznoszących się ponad taflą wody i wyległych na brzeg [symbol wizji i iluzyjnych światów]. Najpierw sprawdziłam głębokość i zawartość zbiorniczka długim cienkim kijem, czy nie mieszka w nim coś groźnego [bałam się ukrytego dinozaura], ale odezwało się i poruszyło tylko kilka maleńkich i łagodnych żyjątek. Przechodząc jego wąskim lewym dłuższym brzegiem koło kapeluszy grzybowych odsłoniłam je i zauważyłam, że pod spodem brzeg jest zasypany żółtymi ziarnami zbóż, brodziło się w nich [zachowane ziarna karmy dla odrodzenia życia, mnożenie błogosławieństw, realizowanie wizji w światach karmicznych]. Pamiętałam, to mi powiedziano wcześniej wśród lotników, że kto się zdoła w tym żywym źródle zanurzyć i napić z niego nigdy nie zazna biedy i głodu. W jego życiu będzie zawsze manifestowała się obfitość rzeczy potrzebnych do pomyślnego istnienia. To było dla mnie ważne, bo – jak mi powiedziano też – szykowano się na bliskie nadejście okresu wymierania, gdy większość żyjących ziemskich istot zazna ogromnych braków, głodu i niepokojów.

Kiedy zaczęłam wracać usłyszałam oceny, nie wiem kogo, było to kilka niewyraźnych osób [inne aspekty mojej duszy], że wyglądam bardzo młodo. Bo byłam dotąd dwudziestokilkuletnim (21-22) chłopakiem, a wyglądałam teraz na 17 albo nawet 16 lat. Miałam myśl, że to moje przyszłe wcielenie i przez nie śniłam.

Komentarz JB: Te sny to bardzo sensowna konstatacja. Źródło obfitości oczywiście dotyczy bytów samoświadomych w małej karmie, więc musi się znajdować po minusowo urojonej stronie. W urojeniowości plusowej, czyli zmysłowo namacalnej przecież takiego nie ma, no, może wyidealizowana Ameryka (wojska desantowe, spersonalizowane jako Aleksander ?). Źródło obfitości musi zatem być otoczone ową urojeniową minusowością. Samo jest tak silne, że nawet w minusowości potrafi zneutralizować lokalnie tę minusowość. To po prostu minusowa kopia Szczeliny 8-12. Badałem kiedyś podobną kwestię, czy poprzez minusowość da się dotrzeć do Nieprzejawienia 8-12. Da się. Z powrotem również.

Na drugi dzień Paweł opisał mi swoje sny z tej nocy:

PZ: Głos śnienia mi powiedział: „śni, że nie jest zadowolona z ziemskiej pracy”… [Po analizie znaczeń i odkryciach tematów sugerowanych przez sen, w dzień na jawie, owszem tak]

Potem sen jest o moście, który miał 560/590 metrów, nie został dalej skończony. [Granica 5/6 przekroczona po to, aby wyjść przez Nicość 8/9, poprzednie życie zostało nagle przerwane]. Cały szkielet stał, ale nie było drogi. Drugi most mniejszy o parę metrów był już gotowy, ale ten wcześniejszy dłuższy nie. [Jak moje obecne i poprzednie wcielenie. Tamto życie, działające z o wiele większym rozmachem nagle przerwane nie osiągnęło swych zamierzeń – ES]. Więc nie można było się poruszać tą drogą. [Aleksander nie mógł wyjść z Przejawienia, nie zakończywszy swojej pracy – ES] We śnie na kogoś krzyczałem, że to miało być już gotowe, budowlańcy oszukują i nie pracują należycie. [Przypomina to nastroje i sytuację z końca życia Aleksandra – ES]

Komentarz JB: Zator wodny [z poprzedniego snu] i most niedokończony to granica pomiędzy Źródłem obfitości, a urojeniową minusowością. Tu również [oba mosty] minusowo naśladują granice 5/6 i 8/9.

PZ: Jestem fotografem na urodzinach. Tzn. urodziny się skończyły, dziewczyna wyciąga umowę, pisze na niej 1790 zł, [moje poprzednie życie zaczęło się w 1773 roku, więc poniekąd blisko. Cyfry mówią o zasięgu ciało-dusza-duch, aż do strefy Nicości – ES], ja tak patrzę na DJ [byt nadrzędny] zdziwiony, że tak dużo za urodziny bierzemy. Przecież to nie wesele. I cena zmienia się na 2790 [pokazuje się wyższa prawdziwa ale ukryta wartość, przy czym 1 zamienia się 2, czyli coś niewidzialnego/nieznacznego ją podbija – ES], aż w końcu zostaje 1790. Myślę sobie, gdybym wiedział, że za tyle to zlecenie mamy, to bym się bardziej postarał.

We śnie pojawił się tekst „fale loki koki”- w sąsiedniej miejscowości fryzjer ma taki napis. [fala spirala/zakręt i wiązka – to się tyczy energii świadomości i sposobów jej przejawiania się – ES]

Jeszcze jeden sen miałem o zatkanej ubikacji, wydalaniu kału. Woda się cofała. Wybijało szambo. Wydaliłem stolec z krwią. I tak jakby kilka osób naraz się załatwiało do jednej muszli. [Poprzednia śmierć była nagła i bolesna, Aleksander nie zdążył pozbyć się żalu za utraconymi szansami i pewnie to sprawiło, że towarzyszy mi w tym kolejnym życiu z całym zespołem swojej pamięci i cech – ES].

Paweł przejął się owym źródłem obfitości i postanowił do niego dotrzeć we śnie kolejnej nocy. Oto, co mu się przytrafiło.

PZ: Chcę się udać do źródła obfitości. Proszę o pomoc duszę, Wyższą Jaźń i zaprzyjaźnione wyższe istoty (w tym zaprzyjaźnionego Dewę).

1. Układam zmarłego (we śnie) ojca do trumny. Podmywałem mu twarz i brodę, którą miał dość długą i ciemną [w rzeczywistości nie ma brody]. Regulowałem mu nieco brwi. [Przygotowania do kontaktu z Nieprzejawieniem i synchronizacji świadomości, aby dotrzeć, jak najwyżej]

2. Moi rodzice wracają z Czech na lotnisko wraz z moją siostrą. Moja mama ma lecieć pierwszy raz samolotem [kierunek granica 8/9] i jest nieco zdenerwowana. Jest straszny korek, wszyscy w ogóle jadą w drugą stronę, jakby wracali z Czech. Ja z grupą znajomych udaję się w przeciwną stronę. Przedzieramy się przez tłum na parkingu lotniska. Wsiadam do jakiegoś samochodu i udaję się w stronę Czech [kraj symbolizujący minusową strefę].
Mam wspomnienia że trochę poobijaliśmy się tym samochodem o inne, mknące w przeciwną stronę samochody. [Strefa dualizmu. Przeszkody na drodze i spowolnienie jazdy oznaczają, że trzeba więcej czasu, aby się dostroić i uzyskać żądane informacje we śnie]

3. Jestem w klubie jako fotograf. Wróciliśmy z wakacji i wywołuję (drukuję) wykonane zdjęcia. Jak się okazało na zdjęciach, byliśmy gdzieś nad morzem. Robiłem tam zdjęcia kolegom i koleżankom, którzy byli częściowo zanurzeni w wodzie. Leżeli na plaży mając połowę ciała w wodzie. Zdjęcia te były posypane jakby złotym brokatem. Na koniec zorientowałem się że wśród tych zdjęć miałem jeszcze całkiem inne, nie tylko z tych wakacji. Niektóre nieostre i zastanawiałem się dlaczego je wszystkie wywołałem. [Cel podróży, być może osiągnięty, został zamazany w pamięci. Wywoływanie zdjęć to przypominanie sobie]

Nieusatysfakcjonowany senną podróżą Paweł ponowił temat kolejnej nocy.

PZ: Chcę kontynuować podróż do źródła obfitości i się w nim zanurzyć i napić się tej „wody”.

1. Śnię o siostrze, która we śnie mieszka w ogromnej willi w Hiszpanii, konkretnie na Majorce. Ma przepiękny ogród z bujnie rosnącymi palmami. Na podwórku biegają jej dzieci, jest szczęśliwa i zadowolona. Jej mąż dumny ze swojej pracy oprowadza mnie nieco speszony, bo zachwycam się tym pięknym domem i ogrodem. [Wyspa świadomości plusowa, ale Hiszpania jest obszarem minusowym rejonu 8/9 na mapie śnienia]
Okazuje się, że siostra wróciła z Polski tutaj do Hiszpanii. Chyba wtedy w poprzednim śnie, gdy wróciła z rodzicami z Czech na lotnisko.

2. Przechodzę przez plac, tzn. ktoś mnie prowadzi. Widzę, że na małej mównicy po prawej stronie ekranu śnienia stoi jakiś facet w smokingu i prowadzi wykład. Mówię we śnie: to pewnie będzie ten cały Wattles, o którym wspomniała Ewa. (W ogóle nie wiem kim jest Wattles – tyle tylko, co z relacji ze snu ES) Zapamiętałem jego wygląd i ON albo JAREK? albo ktoś jeszcze inny, pełniący funkcję przewodnika w tym śnie zaprowadził mnie w lewą stronę ekranu śnienia, gdzie znajdowały się przejścia chyba do różnych poziomów/wymiarów.
Wyglądało to, jak wielki słup wysokiego napięcia w kształcie krzyża. Znajdowaliśmy się na poziomej belce, tylko szczebel od samej góry. Chcę wejść na samą górę, ale napotykam niewidzialny opór/ścianę, której nie mogę przekroczyć. Przewodnik mówi mi, że muszę się rozdzielić na 2 części, by tam wejść. Więc jak gdyby nigdy nic, jakby to było jak oddychanie rozdzielam się na 2 osoby – męską i żeńską. I wchodzę na samą górę jako dwuczęściowe JA. To przejście najprawdopodobniej było 12 poziomem – tak to we śnie odbierałem.

3. Śnię o Androgynie – kobiecie z penisem.
Jak się okazało po wygóglowaniu nie był to W. D. Wattles, tylko to Charles F. Haanel!
Haanel jest twórcą systemu uniwersalnego klucza.

Końcówka tej serii snów Pawła bardzo mnie rozbawiła. Uświadomiła mi, że moja naturalna droga współpracy ze snem i odblokowywania energii prowadziła mnie tam, do źródła sama w sposób konsekwentny w długim odcinku czasu. Najpierw, kilka miesięcy wcześniej wraz z odpowiednio wysokim transem zamanifestowała się energia błogosławieństwa, którą zademonstrował mi mój wyższy aspekt pod postacią znanego kołcza. Potem androgyniczny cień, który we mnie wniknął, następnie unia z ujawniającym się stopniowo Hermafodytą, a teraz źródło obfitości! Wszystkie te śnione przypadki zachodziły ze sporymi przerwami w czasie. Również nie miałam pojęcia czym właściwie jest źródło obfitości, kojarzyłam je z baśniami o wodzie życia, a z całego wielkiego ruchu pozytywnego myślenia z przełomu XIX i XX wieku w Stanach Zjednoczonych czytałam dawno temu jedynie książkę Murphy`ego.
Hm, teraz – ponieważ jestem przekonana, że sen poprzedza jawę, przegrupowując psychikę, oczekuję, że cośkolwiek z tego zaznam w rzeczywistości. Bo inaczej po co śnić?

*

Dla chcących poznać zasady śnienia progresywnego, śnienia wspólnego i podstawowe choćby symbole możliwe do odczytania z takich snów polecam Glosariusz, czyli prościej mówiąc „Sennik Jarosława Bzomy”, którego zostałam skromną redaktorką.

Reklamy

1 myśl w temacie “Wspólne śnienie: Źródło obfitości”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s