Sny o przyszłości

Zestaw poniższych snów powstał dawno temu i nawet jakiś czas funkcjonował w sieci pod nazwą „Krople niebieskie”. Śniłam je w latach 1998-2004. To one rozbudziły we mnie fascynację centuriami Nostradamusa i sprowokowały do ich przetłumaczenia na polski z oryginału. Znalazłam tam potwierdzenia.

Dyrygent orkiestry

– Spójrz na zbliżenie twarzy tego człowieka, przemawiającego w telewizji. To przyszły wywiad z nim, z czasów gdy będzie zaczynał swoją publiczną działalność.
Wydaje mi się podobny do znajomego energetycznego wampira spod znaku Ryb, nałogowego kłamcy i spryciarza. Wziął pożyczkę od państwa i wszystko przepuścił, po czym zniknął, zostawiając spłatę ludziom, którzy mu zaufali. Jest też podobny do innego mojego znajomego, alkoholika spod znaku Raka, żyjącego w nieustającym poczuciu bycia gorszym od reszty świata i pragnącego zemsty na bliskich za wyimaginowane krzywdy, które im przypisuje… Wygląda na jakieś trzydzieści lat.

To Muzyk, który przezwyciężył jakiś swój wewnętrzny kryzys i od tej chwili zajął się BEZWZGLĘDNIE robieniem wielkiej kariery.
Wyraz jego twarzy i starannie wystudiowane miny wydają się mocno podejrzane, a w jego słowach i egocentrycznym wywyższaniu się jest coś niepokojącego.

– NIE ZGADZAJ SIĘ MU NICZEGO POŻYCZYĆ! TO ON CIĘ ZABIŁ DWADZIEŚCIA PIĘĆ LAT TEMU!!!

Mówi o planowanym wielkim koncercie Z ORKIESTRĄ, potem ma zamiar występować solo.

– Następnie, przyjrzyj się uważnie.
Język włoski, szybkie dialogi po włosku, niczego nie rozumiem.
– Skoncentruj się, a usłyszysz tłumaczenie.
To szalone, co oni mówią! Wszyscy księża zostaną opętani przez Czarnego Niszczyciela i sami rzucą się pod nieprzeliczone pociągi, przejeżdżające przez ich kraj.
– Czy widzisz tych, którzy wychodzą z najgłębszego Piekła na powierzchnię i pną się do władzy?
Idą rzędem, wielu ich, mają na sobie mnisie, czarne płaszcze z kapturami nasuniętymi na twarze.
– Co robisz?
Wyrywam w domu wszystkie wtyczki z kontaktów prowadzące do telewizora, radia i internetu!

Nowe czasy

Przeglądam najnowszy numer czasopisma „Przekrój”. Są w nim wywiady ze sławnymi aktorkami i wieloma ludźmi szoł-biznesu. Jedna z nich ma np. prawo do tronu carycy w Rosji, inna też jakieś ważne, wielowiekowe koligacje. Na kilku zdjęciach występuje były rosyjski tajny agent Putin, co do którego są jedynie podejrzenia, że jeszcze pracuje dla swoich.
Stoi na zdjęciu upozowany w złociste i posrebrzane materie, niczym rzymski cezar.

Pismo zredagowano w nowatorski, prowokujący opinię sposób. Czuje się w nim wiew nadchodzącego 1999 roku i próbę ostrego, wyraźnego głoszenia poglądów wobec opinii publicznej.
W nocy budzi mnie głos nieznanego Mężczyzny: „PRZEGRAJESZ”.
Zabijcie mnie, bo przeszedłem z Prawa na Lewo!!!!

Dług

Ten szczupły człowiek o pociągłej twarzy w czarnym garniturze to ważny urzędnik państwowy, minister finansów. Idzie prędkim, zdecydowanym krokiem, opędzając się od natrętnych dziennikarzy, którzy zadają mu zdenerwowane pytania. Rzecz w tym, że można jeszcze podjąć próbę zapobieżenia jakiejś klęsce (kryzysowi) w przyszłości, jeśli tylko uwierzy się ostrzeżeniom wizjonerów i weźmie ten możliwy kryzys na serio. Jest jeszcze czas, aby zmienić przyszłość, podejmując inną decyzję, niż ta, która ma być podjęta.
Ten ważniak ma pociemniałą, smagłą twarz. Przypisuje mu się ciemne cechy i sprzyjanie tajemnym układom. Odpowiada zdawkowo, krótko i prędko, nie wdając się w dyskusje, po czym przedarłszy się przez gromadkę dziennikarzy wsiada do ciemnej limuzyny i odjeżdża.

Anulowanie wielkiego długu przez anulowanie wszelkich zobowiązań.
Bankomat w ścianie budynku Banku, nad nim wyświetla się napis reklamowy: “ŚMIERĆ WYBRAŃCA. PROSTYTUTKA”.
W następstwie nagie plecy białego człowieka, to sama skóra i kości, pochylone, osłabione.

WIELKI GŁÓD.

Związek Akcyza

– Spójrz na ekran telewizora! To program z przyszłości.

Widzę wywiad z jakimś mężczyzną z kilkudniowym zarostem na twarzy, o nieco pociągłych i arabskich rysach. Jego oczy wyrażają wrogość, podstęp, zaciętość, ponurość, starannie kontrolowaną złość.
Mówi o “związku AKCYZA”, który powstał i prężnie się rozwija, narzucając swój porządek w krajach, które do niego przystąpiły. Organizatorami są dwaj ludzie, tu wymienia ich arabskie imiona i nazwiska… Zbyt trudne do zapamiętania, ale pierwsze z nich zaczyna się zdaje się na literę U.
Właściciele firm mają prawo skarżyć się na rywali, nieuczciwych partnerów czy klientów, a ci zostają pozostawieni na lodzie przez tę organizację, co sprawia, że bankrutują. Są bez pracy i bez możliwości jej znalezienia, dopóki nie zadeklarują swojej lojalności i nie złożą doniesienia na kolejnych nielojalnych.

Dziennikarz prowadzący program jest najwyraźniej zachodni i stara się podkreślać walory demokracji i wolnego rynku, pytając z pewną ironią o to, czy AKCYZA zdaje sobie sprawę, że w ten sposób ludzie mogą denuncjować swoich osobistych wrogów i, że to w konsekwencji pachnie czymś bardzo niemoralnym, a może nawet diabelskim. Arab kompletnie lekceważy odpowiedź na ten temat, w jego oczach pobłyskuje fanatyzm.
Patrząc na ekran myślę ze zdumieniem: “A więc znowu w Europie zapanuje coś w rodzaju faszyzmu? A takie książki, jak moja będą zakazane?”
Dziennikarz, mimo że demokratyczny nie naciska dalej, najwyraźniej też się boi. To dopiero początek, a już jest strach. Co będzie później?
Po Arabie występuje młody, szczupły, sympatyczny ksiądz katolicki. Odpowiada łagodnym głosem na dociekliwe pytania dziennikarza, uśmiechając się uprzejmie cały czas. Mówi o tym, że “nie można sprzeciwić się Akcyzie”, a po zakończeniu programu wychodzi spokojnie ze studia.

Kontrolowanie umysłów

Ludzie mają coś wszczepione w siebie i każdy jest kontrolowany.

Prawa ręka, stamtąd cienkie jak pajęczyna, czarne nici, prowadzące do ogólnej sieci.

Nisko nad domami i czubkami wysokich drzew przelatuje kilku urzędników państwowych, siedzących na latającej platformie wielkości samochodu. Mają ze sobą coś w rodzaju urządzenia namiarowego, którym mogą sprawdzić każdego dowolnego człowieka. Nie można się przed nimi nigdzie ukryć, urządzenie pika nawet, gdy ktoś dobrze się ukryje w piwnicy i nie widać go z góry.
Jakaś kobieta bardzo się boi, nie ma wykształcenia, a oni “wyłapują głupich”. Tłumaczę jej, że w każdej chwili można przedstawić im faksy i zaświadczenia, że wszystko opłaciła i jest w porządku, ale i mnie jest trudno zapanować nad lękiem.
Właśnie, LĘK.

Pobudzany masowo wygląda jak ogromne ciemne fale, wzbudzane na gałęziach drzew przez przelatujący nisko helikopter.

Jestem niczym bóg, straszliwy, wszechmocny.

Globalizacja

Na ciemniejącym wieczorem niebie wschodzi wielka kula. Wygląda jak księżyc w pełni, ale to nie jest księżyc, zbyt wielka.
Zarysy gór, mórz i jasnych chmur na jej powierzchni są jak twarz, dość przerażająca z początku, bo dziwna, przeogromna. Wydaje się coś wołać, krzyczeć, może jest przestraszona.

To twarz rodzącego się właśnie, krzyczącego pierwszym krzykiem dziecka!

Kula planety wznosi się do zenitu bardzo szybko, po czym zaczyna coraz prędzej lecieć na lewo, ku zachodowi. Jest to już jednak biała kula globusa z zaznaczonymi brzegami wszystkich kontynentów Ziemi, łączącymi je ciemnymi liniami siatki geograficznej.
Ziemia w Sieci.

O Boże, zderzy się z nami, czy nie?
Uff, wygląda jednak na to, że przeleci tylko bardzo blisko, zahaczając o atmosferę, lecz nie niszcząc podstaw życia.

Oczyszczenie

Ziemia wypluwa z siebie wstrętną, ohydną siłę, która wydobywa się z głębi ciemnoszarym Wirem i zaczyna się organizować na jej powierzchni.
Środek Europy, Alpy Szwajcarskie.
To prawdziwa tragedia dla części Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Południowej Francji, Północnych Włoszech i Jugosławii.

Kim jest ten, który stanął przy mnie w takim ponurym i zawziętym milczeniu?

Mur rozbity

Próbuję zbliżyć się do wyłomu w Wielkim Murze. Lecą tamtędy tuż nad ziemią podłużne czerwone i żółte cygara bez okien. Biorę je za pojazdy UFO, ale równie dobrze mogą to być supernowoczesne pociski samosterujące. Mnóstwo ich, lecą bez końca, jeden za drugim, jeden za drugim… Nie upadają i nie wybuchają, ale przelatują przez wyłom w Murze, jakby zagarniając dla siebie nowe terytorium. Wszystko w wielkiej, przepastnej ciszy.

Kto za tym stoi, co to za siły? Do czego zmierzają?
Żadnej odpowiedzi.

To jest tak groźne i potężne, że rezygnuję ze zbliżenia się do Muru i prędko wycofuję. Słychać gdzieś ponad tym głos mężczyzny, dowódcy wojskowego:
– …ZIEMIA – IZRAEL…
Tak się mówi o locie pocisków skądś dokądś.

Ostateczna decyzja

Narasta groza. Trzeba podjąć najważniejszą dla całej planety decyzję, od której zależy dalsze istnienie Ziemi i ludzkości. Jest tylko kilku ludzi, od których ona zależy. I jeden, który nimi dowodzi.

On właśnie już ją podjął, nie da się niczego odwrócić! Na jego rozkaz dzieje się coś strasznego gdzieś w oddali, poza tym obrazem. Coś jak skomasowany wybuch wszystkich pocisków atomowych i konwencjonalnych naraz.

Wstrząsający sercami i umysłami płacz. Wzruszenie i poruszenie.
I ta ogromna wewnętrzna samotność.

Zaraza

Wielka, nowoczesna, pełna milionów mieszkańców zachodnia metropolia. Jest środek pogodnego, jasnego dnia. Na śródmiejskiej ulicy, utworzonej przez szeregi betonowo-szklanych biurowych kolosów widać uaktywniający się właśnie w godzinach lunchu tłumek przechodniów, poszukujących jadłodajni, lub sklepów, w których mogliby dokonać szybkich zakupów w wolnych od pracy chwilach.

Młody chłopak, stojący niepewnie obok rozchylających się i zamykających rytmicznie szklanych drzwi do salonu sprzedaży, którego obserwuję, został potajemnie namówiony do zrobienia zastrzyku swojemu ojcu, wojskowemu. Miałoby to go jakoby uodpornić na pewną bardzo niebezpieczną chorobę zakaźną.
Kto go do tego namówił? Kto wręczył mu potrzebny środek i wyjaśnił dokładnie, jak go użyć?
To ludzie podający się za pracowników Rządu i ich starannie ukryte sprawy, trudne do wytłumaczenia i zrozumienia.
Dostał od nich strzykawkę o igle wielkiej i grubej jak szydło oraz informację, że „to tylko puste bakterie” i w ten sposób zrobi dobry uczynek, chroniąc swojego ojca przed możliwością zarażenia się podczas kolejnego służbowego wyjazdu na tereny Bliskiego Wschodu. Tej możliwości, jako wielokrotny weteran konfliktów i utarczek w tamtym rejonie świata jego ojciec nie chciał, niestety wziąć pod uwagę, dlatego ci, którzy jednak wiedzieli więcej poczuli się zobowiązani do zapewnienia mu mimo wszystko ochrony.
Chłopak robi to w chwili, gdy jego ojciec gapi się z zainteresowaniem w witrynę salonu sprzedaży. To silny, muskularny mężczyzna w średnim wieku, ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, stojący na zdecydowanie rozstawionych nogach w sposób ukazujący całkowitą pewność siebie i niewzruszony spokój oficera, przywykłego do rozkazywania i wzbudzania respektu.

Syn wbija mocno igłę przez skórzaną kurtkę w jego pośladek i tak szybko wyciąga, że ojciec tylko machnął ręką, jakby oganiając się od muchy, ale nawet się nie odwrócił.

Na dłuższy moment zapada dziwna cisza i bezruch…
Zaraz potem na ulicznych przechodniów pada nagle blady strach. Wojskowy, stojący przed witryną odwraca się z płonącą wściekłością i jakimś dziwnym, demonicznym blaskiem twarzą. Bije od niego dzika agresja i niepoczytalność. Ludzie z ulicy na jego widok zbijają się w ciasny tłum, przerażeni, unieruchomieni.
Stoję w tym tłumie, dość daleko od atakującego, ale i tak boję się zarażenia za pośrednictwem dotyku. Bo to przecież zaraza, już wszyscy wiedzą.
Krzyk, strach, panika…!!!!!!!!!

A oto czasy zarazy w Polsce.
Ten koszmar, który śnił mi się przez tyle lat w końcu nadszedł naprawdę…
Ludzie padają jak muchy, zaledwie zetkną się z zarazkiem, ale niektórym nic nie jest, dlatego trudno przewidzieć, kto z nas umrze następny. Niebo zasnuwają na długo ciemne, jakby deszczowe, ponure chmury. Pilnie nadsłuchujemy wieści z daleka i z niepokojem pokazujemy sobie sunące po niebie od czasu do czasu stada ptaków, w rodzaju indyków, przepiórek i podobnych do nich bażantów.
Ich widok mówi wszystkim, że zaraza na świecie się rozszerza, ptaki uciekają przed nią, ale przecież mogą ją także zwlec i do nas. To rodacy i bogaci ludzie, uciekający przed epidemią rozszerzającą się w ich krajach.

Dyskutujemy zażarcie o tym, gdzie się to wszystko tak naprawdę zaczęło. Zdaje się, że stało się to na Południu i dąży poprzez Południowy-Zachód całkiem na Zachód.
To realizacja moich ostrzeżeń, prawdziwe wydarzenia, nie tylko koszmarny sen. Życie uczy nas wszystkich nie myśleć o przyszłości, nie liczyć na cokolwiek, ani też nie bać się niepotrzebnie o dach nad głową. Sytuacja jest tak niepewna, że naprawdę trudno jest przywiązywać się do czegokolwiek, albo kogokolwiek.

Na miejskim dworcu, wśród czekających na wciąż odkładany przez firmę przewozową wyjazd widuje się wysoką, poważną kobietę w czarnej sukni. Czasem nie jest ubrana na czarno, a jednak kolor jej ubrania potrafi zrobić się nagle czarny. To budzi pełen respektu lęk w kolejkowiczach stojących dzień w dzień przed okienkami do kas biletowych. Odchodzi wtedy bardzo smutna.
To jasnowidząca, ona wie kto umrze następny z osób bliskich dla oczekujących w kolejce na jakiekolwiek wieści z zagranicy, albo może otwarcie granic.

Dostaję do przeczytania niedawno opracowany tekst. Został specjalnie skompilowany z opowiadań fantastyczno-naukowych Philipa K. Dicka, pisarza posiłkującego się snami, który wyprzedził swoje czasy, zapowiadając erę sztucznej inteligencji.
Odszyfrowała go dopiero co grupa zapaleńców. Ktoś z nich odkrył, że autor zakodował w nich genialnie, posłużywszy się nieznanym do tej pory, koszmarnym językiem i dźwiękami przypominającymi stękanie i jęki – niezwykle ważny przekaz od sił wyższych.
Kryptolodzy zrozumieli zapisy, dokonane alfabetem, który nazwali „tin-ton”. Składał się on z trzech rodzajów znaków, które trzeba było połączyć na zasadach plusa i minusa i wzajemnych polaryzacji, uruchamiających kontakt z trzecią, wspólną dla obu, ale przewyższającą je siłą.
– Spójrz na ten rysunek – podpowiadają mi teraz zaaferowani odkryciem – Dla ułatwienia przedstawia on opisaną powyżej zasadę. Jest podobny do kontaktu elektrycznego zbudowanego z trzech klocków, dwóch wbitych w trzeci.
Po przetłumaczeniu kodu odkryto, że tekst brzmi mniej więcej: „oii oi ioi ioo ooi iio oi…” (itd., itp.). To wygląda jak zapis binarny. Reszta jest po angielsku, nie znam tego języka, więc odkładam kartę.

Spoglądam teraz w niebo. Przed chwilą w zasnutej ciemnymi, deszczowymi chmurami ciemności zrobiła się jasna wyrwa w kształcie wielkiego ptaka, podobnego do indyka. Wpada nią radosna smuga jasnego słonecznego blasku.
– Czyżby się przejaśniało? Ktoś z nas przedarł się za zasłonę?

Westchnęliśmy z powracającą nadzieją i ulgą.

Inne sny tego typu znajdują się we wpisie: Sny Wiedzy.

Reklamy

2 myśli w temacie “Sny o przyszłości”

  1. Witaj Ewa ,
    dzieki za Twoje mega ciekawe sny ,wizje i przemyslenia . Fajny i konstruktywny blog i trzyma w napieciu .
    Polecam ,bo w naszym klimacie .

    Ziemia – Planeta Awatarów – Kapsuła Czasu – na żywo
    Pozdrawiam ;o)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s